paź 162011
 

Głośny warkot wojskowego Zundappa KS 500 rozdarł poranną ciszę… Łomot silnika zbudził właściciela posesji przy ulicy Moltkego w Waldenburgu.  Otto Bloch przetarł zaspane oczy; po chwili cicho zsunął się z łóżka i wyjrzał ostrożnie przez okno. Przed jego domem stał zaparkowany motocykl.  Na numerach rejestracyjnych widniały złowrogie runy SS. Mężczyzna zadygotał na ich widok. Uważał się za dobrego Niemca, jednakże postacie w mundurach koloru „feldgrau” obszytych charakterystycznymi patkami zawsze budziły w nim niewytłumaczalny lęk.  Poczucie zagrożenia wzrosło jeszcze mocniej, gdy usłyszał stukanie podkutych buciorów zbliżające się do domu…

Chwilową ciszę przerwało pukanie do drzwi wejściowych. Mężczyzna otrząsnął się z odrętwienia… Pukanie… Nikt nie krzyczał, nie dobijał się buciorami czy też kolbą do mieszkania… Pukanie… Zwyczajne pukanie…

Otto ubrał się błyskawicznie i pobiegł otworzyć drzwi. Przed nim stał Gustav Sauermann we własnej osobie. Jego ulubiony siostrzeniec… Mały Gustav… „No mały to on już nie jest” pomyślał Bloch i uśmiechnął się szeroko. Wpuścił Gustava, przywitał się z nim serdecznie. W pośpiechu przygotował  śniadanie. Na stół postawił także butelkę doskonałej kminkówki, którą przetrzymywał na specjalną okazję.  Alkohol rozwiązał języki…

Otto z uwagą wsłuchiwał się w wojenne opowieści Gustava. Początkowo były spójne, ułożone chronologicznie. Potem czegoś w nich brakowało… Czegoś, o co Bloch wolał mimo rodzinnych koneksji nie pytać… Pomimo wypitej wódki rozumował logicznie i zdawał sobie sprawę, że prośba Gustava o cywilne ubrania niesie w sobie jakieś zakamuflowane zło… Rozmyślania Ottona przerwało pytanie, czy nadal jest właścicielem działki położonej niedaleko domu… Przytaknął…

„Wujku… Musimy schować motocykl- usłyszał Gustav- nie chcę, aby tak piękna maszyna dostała się w ręce tej czerwonej hołoty. Zakopiemy go. Wojna niedługo się skończy, ale to dopiero początek. Wrócimy tutaj, zobaczysz. Jeszcze trochę a Ruscy wezmą się z Amerykanami za łby. To dla nas wielka szansa”

Bloch nie dowierzał- armia niemiecka w rozsypce, Rosjanie pod Berlinem a ten młokos chce tutaj wracać… Chyba jako turysta po wojnie…

Pomimo wszystko przytaknął-” zakopiemy go Gustav, będzie na Ciebie czekał…”

Powyższą historię, pomimo że jest wyłącznie fikcją literacką członkowie DTH oparli na kanwie prawdziwych informacji przekazanych od osoby  znającej człowieka, który uczestniczył w ukrywaniu niemieckiego motocykla. Ze zrozumiałych powodów, nie podajemy nazwisk ani namiarów posesji aby uchronić jakże sympatycznych ludzi od niechcianych wizyt „amatorów przygód”.

Po uzyskaniu zgody właścicieli, członkowie DTH postanowili przeprowadzić rekonesans terenowy celem rozpoznania miejsca oraz uzyskania dokładniejszych danych na temat miejsca ukrycia motocykla, wg przekazów- niemieckiego Zundappa .

16-go października o godzinie 10:00 spotkaliśmy się w Wałbrzychu, na posesji należącej do państwa S. Po serdecznym powitaniu usłyszeliśmy historię rodziny oraz fakty dotyczące znajomości z Niemcem, który dopiero wiele lat po wojnie wyznał obecnym właścicielom swoje wojenne przeżycia oraz fakt ukrycia „historycznego rarytasu”. Przyznam, że historia opowiadana słowami pani S. jak i jej syna szalenie nas zainteresowała. Pobudziła także wyobraźnię, gdyż wg przekazu motocykl został rozebrany, zakonserwowany, złożony w skrzynie a  następnie zakopany dosyć głęboko w pobliżu domu.

Do rzeczy jednak. Po rozmowie z właścicielami, rozpoczynamy oględziny działki. Zundapp miał zostać zakopany pomiędzy dwoma śliwami. Cały problem w tym, że śliw było kilka, z czego część nie dotrwała do dnia dzisiejszego:)

Sprawę komplikują także nowe nasadzenia jak i fakt postawienia niedużych budynków gospodarczych. Nie zraziło  nas to jednak. Mierzymy działkę,  Andreas wykonuje kilka zdjęć terenu. Z pomocą przychodzi syn właścicieli, który twierdzi, iż odszuka stare zdjęcia ogrodu, gdyż takowe posiada w bogatej kolekcji. Mamy nadzieję, że w znakomity sposób ułatwią lokalizację poszukiwanego obiektu.  Pomocnym narzędziem będzie także ramowy detektor metali o dużym zasięgu, będący własnością członków Towarzystwa, który prezentujemy na zdjęciu.


Po dokonaniu rozeznania terenowego, ustalamy z Państwem S. dalsze działania oraz przybliżone terminy prac, które wymagają uzyskania odpowiednich zezwoleń jak i załatwienia wielu formalności. Wierzymy jednak, że pomimo wszelkich „papierkowych problemów” warto podejmować legalne działania, mogące owocować w przyszłości ciekawymi eksponatami, o posiadanie których będzie zabiegać niejedno muzeum.

Cdn…

 
 
 

Komentarze i pytania są mile widziane.

Udostępnij
wrz 162011
 

Dth tv

Komentarze i pytania są mile widziane.

Udostępnij
maj 152011
 

We wrześniu ubiegłego roku obiecaliśmy Państwu dalszą część relacji  z akcji wydobycia samolotu, który rozbił się w okolicy górskiej miejscowości Zieleniec (przeczytaj o tym).  Słowa dotrzymujemy 😉

W długi, majowy weekend członkowie oraz sympatycy Towarzystwa spotkali się w przygranicznych wioskach Lasówka i Zieleniec aby doprowadzić do finału rozgrywkę, której stawka była wysoka –  niemiecki samolot wojskowy.

Oczywiście, zanim przystąpiliśmy do właściwej akcji w terenie,  postaraliśmy się o dopięcie wszelakich możliwych formalności oraz pozyskanie stosownychzezwoleń. Wielokrotnie odwiedzaliśmy siedzibęNadleśnictwa Zdroje (porozumienie)czy  też wałbrzyską delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu…  Działamy zgodnie z literą prawa… i taka taktyka opłaca się! Otrzymaliśmy wymagane pozwolenia, podpisaliśmy niezbędne umowy potrzebne do prowadzenia prac na terenach leśnych. Mało tego; poznaliśmy także wielu ciekawych ludzi, pasjonatów historii. Nieocenionym źródłem wiedzy na temat okolic Dusznik Zdroju okazał się funkcjonariusz Straży Leśnej- Wojtek Szukalski. Wojtku- pozdrawiamy!!!

Przejdźmy jednak do meritum. Spotkanie przed akcją urządziliśmy tradycyjnie w Zieleńcu u Krzyśka.  Szybko rozdzielamy zadania oraz sortujemy niezbędny sprzęt.  Jeszcze tylko rozdanie przepustek zezwalających na wjazd do lasu…  Startujemy.

Podróż mija szybko, choć ostatnią jej część pokonujemy pieszo. Widok jest zabawny;  grupa ludzi objuczona sprzętem i plecakami, poruszająca się po leśnej drodze- istna karawana! Po dotarciu na miejsce szybko ustalamy plan prac. Część ekipy zostaje zagoniona do mało popularnej pracy- wytyczanie sektorów badawczych oraz dokonywanie pomiarów. Pozostali przygotowują sprzęt, dzieląc  się przy tym w grupy mające pracować wspólnie  w sektorach. Andrzej przygotowuje materiał filmowy z wizji lokalnej. Niemiłym akcentem są  świeże ślady kopania w ziemi… Po dwóch godzinach  dajemy w końcu sygnał do startu . Wiara ruszyła w pole jak burza! Przyjemnie było widzieć zgraną ekipę prowadzącą poszukiwania, w której każdy wie co ma robić. Działania zespołowe przynoszą efekty; w skrzynce lądują  pierwsze „fanty” pochodzące bezapelacyjnie z samolotu- części układu paliwowego, cięgna, kawałki poszycia…

W międzyczasie na miejscu zjawiają się funkcjonariusze  Straży Leśnej, którzy sprawują pieczę nad poszukiwaniami z ramienia Nadleśnictwa. Rozmowa upływa w przyjaznej atmosferze. Wymieniamy się informacjami oraz spostrzeżeniami z prac poszukiwawczych. Miłą pogawędkę przerywa dzwonek mojego telefonu- na miejsce w końcu dojechał Prezes. Po kwadransie jest już z nami. Przejmuje kierowanie akcją- ekipa w  komplecie!

W miarę upływu czasu powiększa się ilość znalezionych części samolotu. Sortujemy je pobieżnie zgodnie z przeznaczeniem. Czas podczas poszukiwań mija w rekordowym tempie. Pośród ekipy niestrudzenie uwija się Romek, który kamerą uwiecznia prowadzenie akcji (Ostatni lot).  Swój krótki materiał nakręca też Andreas, który okazuje się ponadto dobrym fotografem!  Nadchodzi wieczór… Pakujemy powoli sprzęt, liczymy wydobyte elementy i udajemy się do miejsc zakwaterowania. Tutaj szybko doprowadzamy się do „porządku” i ponownie „zdobywamy” Zieleniec, aby przy pieczonej kiełbasce, zimnym piwku oraz miejscowej „Miodówce” odreagować całodzienne zmagania 🙂

Drugiego dnia, scenariusz działań jest podobny…  Na początek krótka odprawa, po której wszyscy udają się do wyznaczonej pracy. W pojemnikach lądują kolejne części pochodzące z rozbitego samolotu. Trafiają się części układów elektrycznych jak  i resztki zegara z wybitym numerem serii. To już coś! W ziemi zalega także nieprzeliczona ilość stopionego duralu, który w znakomity sposób myli operatorów wykrywaczy:)  W dwóch miejscach odnajdujemy części pochodzące bezapelacyjnie z silników- wtryskiwacze, przewody paliwowe, zębatki … Obala to mit, opisywany w lokalnej prasie, jakoby w ziemi tkwiły jeszcze potężne silniki samolotu… Zostały z nich tylko opisywane wcześniej  stalowe części,  oraz bryły stopionego aluminium… W pobliżu, pod ściółką walają się kawałki szkła pancernego. Znajdujemy także klamry pochodzące z uprzęży spadochronowej… Smutny obraz, świadczący o rozmiarze katastrofy…

Ciekawym znaleziskiem okazały się resztki (denka) magazynków siodełkowych, pochodzących bezsprzecznie z broni obserwatora lub tylnego strzelca. Wykluczamy więc tezę o maszynie jednomiejscowej! Czyli coś większego:) Jaki to jednak typ samolotu- na dzień dzisiejszy nie potrafimy udzielić pewnej w 100 % odpowiedzi. Przed nami jeszcze żmudny proces  oczyszczania i wymiarowania części, po którym będziemy mogli spróbować zidentyfikować znalezisko. Tutaj liczymy także na Państwa pomoc, gdyż fotografie oczyszczonych części  znajdą się wkrótce w galerii.

Ciekawym tropem, który może okazać się przysłowiowym strzałem w „10” jest informacja o demontażu uzbrojenia  samolotu przeprowadzonym w latach 1946-1947 przez załogę strażnicy WOP w Zieleńcu. Wierzymy,  że w archiwach pozostał ślad po tych wydarzeniach, który może okazać się pomocnym  przy rozwiązywaniu zagadki.

Dwudniową akcję kończymy sprzątaniem terenu i doprowadzeniem go do stanu sprzed poszukiwań. Sporządzona zostaje odpowiednia dokumentacja. Można rzec, że historia właśnie zatoczyła koło… Las pozbył się uciążliwego balastu, przyciągającego pokątnych poszukiwaczy, zaś części samolotu zostaną w przyszłości udostępnione do oglądania szerokiej publiczności w miejscu jak najbardziej do tego odpowiednim, związanym bezapelacyjnie z II wojną światową-  podziemnym kompleksie „Osówka”, położonym niedaleko Głuszycy…

Cdn…

Dth tv

Zobacz w galerii zdjęć.

Komentarze i pytania są mile widziane.

Udostępnij
kwi 222011
 

W kwietniu 2011 roku członkowie DTH dokonali pomiarów oraz przygotowywali dokumentację obiektu historycznego w Wałbrzychu, zwanego popularnie mauzoleum. Jest to budowla upamiętniająca Ślązaków, którzy zginęli podczas I wojny światowej. Inicjatorem jej powstania był Ludowy Związek Opieki nad Niemieckimi Grobami Wojennymi. Po dojściu do władzy faszystów, miejsce to zaczęto wiązać także z ideologia nazistowską. Obiekt został ukończony w roku 1938 a jego projektantem był Robert Tischler. Po II wojnie światowej mauzoleum zaczęło żyć własnym życiem. Było miejscem weekendowych spotkań mieszkańców Wałbrzycha-  pełniło funkcję terenu rekreacyjnego. Okolica mauzoleum, las oraz piękna panorama Wałbrzycha sprzyjały niedzielnym spacerom oraz zabawom (puszczanie latawców, kto dziś to jeszcze potrafi?). Ludziom nie przeszkadzał cień faszyzmu oraz wcześniejsza funkcja obiektu. Tak oto, mauzoleum stawało się powoli coraz bardziej polskie… Niestety… Władze Wałbrzycha od końca wojny do dnia dzisiejszego nie zrobiły nic, aby w jakikolwiek sposób ochronić to miejsce. Nie mamy tu na myśli gloryfikacji nazizmu a jedynie właściwe zabezpieczenie  obiektu przed dewastacją. Po upadku komunizmu w Polsce, mauzoleum także odczuło bieg lat… Obecnie obiekt niszczeje; jest notorycznie dewastowany. Z jego blasku (w sensie architektonicznym!) nie pozostało już wiele…

DTH stara się to zmienić poprzez zapewnienie opieki prawnej dla tego obiektu i wpisanie go do rejestru zabytków. Znamy wałbrzyskie realia i zdajemy sobie sprawę, że obiektu nie da się już odrestaurować.  Chcemy więc zabezpieczyć go przed dalszą dewastacją. Na początek naszym celem jest wpisanie mauzoleum do rejestru zabytków. Co będzie później, pokaże czas. Wierzymy, że w przyszłości znajdzie się w Wałbrzychu gospodarz, który przywróci funkcję rekreacyjną tego terenu, informując jednocześnie o tym,  jakie znaczenie miało to miejsce w przeszłości… Historia jest jedna, nie można się jej wstydzić; szczególnie na Dolnym Śląsku, będącym swoistym tyglem w którym wymieszało się tak wiele narodowości…

Zapraszamy Państwa do oglądania zdjęć z wałbrzyskiego mauzoleum.
 
                                                                                                                                                                                                                           Komentarze i pytania są mile widziane.
Udostępnij
sty 122011
 

Mimo kończącej się II wojny światowej i niewielkiej odległości od oblężonego Wrocławia, Bielawa została oszczędzona przez pożogę wojenną. Nie spadła na nią ani jedna bomba lotnicza, jej ulicami nie przemaszerowały żadne armie… Pozostała cicha i spokojna; cierpliwie,  w samotności oczekiwała dopełnienia swojego losu… Pomimo całego spokoju, jakim witała wkrótce nowych osadników, skrywała  w swym bawełnianym sercu wiele niewyjaśnionych i mrocznych zagadek…

Jedną z nich, są podziemne korytarze, ulokowane pod największą fabryką tego regionu-  kompleksem włókienniczym rodziny Dierig (Chrystian Dierig A.G), po wojnie nazywanym „II Armii WP”, a następnie „BIELBAW-em”.  Korytarze, o których miejscowi opowiadają legendy, pomimo upływu lat nadal zazdrośnie strzegą swych tajemnic… Sama fabryka także zapisała swoje mroczne karty w historii; to nie tylko obiekt cywilny; to także udokumentowana działalność na rzecz Wehrmachtu (produkcja toreb płóciennych na suchary, elementy umundurowania) jak i również szeroko rozumianego przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy (w hali późniejszej przędzalni cienkoprzędnej,w czasie wojny miało siedzibę przedstawicielstwo firmy Bosch, działające pod kryptonimem „Silling”, wytwarzające aluminiowe detale części lotniczych, jak również świece dymne i dynamit). Należy nadmienić, że w okresie wojennym firma zatrudniała „niewolniczą siłę roboczą”, na którą składali się więźniowie licznych, miejscowych obozów jenieckich oraz filii obozów koncentracyjnych (np. KL Gross Rosen – filia nazywana „Sportschule„).

Historia bywa jednak czasem przewrotna, gdyż pomimo różnych zawirowań losu,  zakład ten splótł ze sobą w sposób nierozerwalny losy trzech grup pokoleniowych: pierwszych założycieli przemysłu tkackiego w Bielawie, pracowników przymusowych  oraz więźniów z okresu II wojny światowej jak i współczesnych mieszkańców miasta.  Nietrudno więc zauważyć, że pomimo swej niechlubnej, wojennej przeszłości, jest to miejsce godne zainteresowania, mające kluczowe znaczenie  w życiu wielu ludzi. W latach świetności, fabryka pełniła wręcz rolę centrum,  w którym  skupiało się  życie kulturalne większości mieszkańców miasta.  Od strony technicznej, była także kuźnią wielu patentów przemysłowych, wykorzystywanych później  na skalę europejską.

W dniu 11.11.2010 członkowie DTH  zostali zaproszeni na premierę filmu „Tunel B„, ukazującego eksplorację tuneli pod budynkami zakładu włókienniczego „BIELBAW”,  która odbyła się jesienią 2009 roku. Prezentacja ta, stała się inspiracją do podjęcia przez nasze Towarzystwo działań mających na celu sporządzenia dokumentacji fotograficznej częściowo już – niestety-   zniszczonego obiektu jak i  rozwiązanie  jego zagadek. Uważamy, że takie działanie może ponownie przywrócić obiekt do życia w świadomości mieszkańców a młodszym pokoleniom uzmysłowi rolę, jaką kiedyś odgrywał wśród lokalnej społeczności. Aby móc zrealizować nasze plany,  prowadzimy aktualnie rozmowy z przedstawicielami Towarzystwa Przyjaciół Bielawy (sekcji eksploracyjnej).   Mamy nadzieję,  że powojenna „Langenbielau” okaże się w końcu dla nas wszystkich  bardziej łaskawa i po długim okresie milczenia, uchyli rąbek  skrywanej tajemnicy.  Ciąg dalszy wkrótce …

Komentarze i pytania są mile widziane.
Udostępnij
gru 192010
 

Podziemna oraz naziemna część zamku Książ. Działania na tym polu to domena Piotra Kruszyńskiego, który prowadzi swoje badania historyczne już od kilku dekad. Piotr jest uznanym autorytetem w polskim i niemieckim środowisku badaczy Dolnego Śląska. Jako pierwszy w Polsce był organizatorem i kierownikiem naukowych wypraw badawczych w rejon Gór Sowich w celu udokumentowania oraz wyjaśnienia celu niemieckiej budowy z czasów II wojny światowej, ukrytej pod kryptonimemRiese„. Jest stałym współpracownikiem muzeum  Gross-Rosen w Rogoźnicy. O jego zasługach dla wyjaśnienia wielu zagadek historycznych świadczą jego publikacje oraz stały udział w pracach na zamku Książ w roli eksperta i doradcy.

Dalsza współpraca z zamkiem Książ.

Zobacz w galerii zdjęć.
Komentarze i pytania są mile widziane.
Udostępnij
lis 112010
 

Prace związane z częściowo udostępnionym już schronem przeciwlotniczym przy 2 Liceum Ogólnokształcącym w Wałbrzychu. Przeprowadzone w 2009 prace polegające na oczyszczeniu i udrożnieniu wejścia do schronu zaowocowały jego otwarciem 11 listopada 2010 roku. W udostępnionej części schronu mieści się obecnie wystawa, która poświęcona jest historii miasta Wałbrzycha, a w szczególności jego tradycjom górniczym.  Schron służy jako szkolna izba pamięci, gdzie uczniowie w sposób naoczny mogą być świadkami historii. Obecnie DTH prowadzi prace związane z udostępnieniem dalszej części schronu.

Zobacz w galerii zdjęć.
Komentarze i pytania są mile widziane.
Udostępnij
wrz 042010
 

Poszukiwanie destruktu samolotu w pobliżu miejscowości Zieleniec. Wskutek wstępnych prac poszukiwawczych zlokalizowano miejsce katastrofy samolotu wojskowego pod koniec wojny. W wyniku prac pozyskano kilka części samolotu, zaś miejsce dokładnie zmierzono i zbadano za pomocą magnetometru. Na wiosnę planowane jest pozyskanie wszystkich części destruktu oraz umieszczenie ich w muzeum. Miejsce katastrofy zostanie zalesione i przywrócone do stanu naturalnego.

Poniżej, zamieszczamy sprawozdanie z rekonesansu przeprowadzonego przez członków DTH  w sierpniu 2010 roku. Życzymy miłej lektury:)

„Ostatni lot”

Kapitan Luftwaffe Kruger mógł siebie uważać za urodzonego w czepku… Zbliżał się koniec wojny a on nadal żył, w odróżnieniu od żółtodziobów kończących wojenne, przyśpieszone kursy pilotażu… Loty na przestarzałych He-111, od 1942 roku przypominały raczej misje samobójcze. Dla młodych adeptów lotnictwa, pierwszy, samodzielny lot bojowy bywał często ostatnim…

Rozmyślania kapitana przerwał charkot dobiegający z lewego silnika, który coraz mocniej prychał i dławił się. Niepokojąca była też smużka czarnego dymu, stale przybierająca na sile… Pod brzuchem powolnego Heinkla mignęły zarysy miejscowości Bad Reinerz. Jakże niedaleko było stąd do Czech, zajętych częściowo przez wojska amerykańskie…

„Jak dotąd, wszystko toczyło się dobrze”- rozmyślał Kruger… Start z lotniska będącego pod obstrzałem radzieckich granatników, który przetrwali bez większych uszkodzeń oraz sam lot – w miarę spokojny. No tak, w miarę… Kapitan zacisnął zęby a czoło przeorały mu szerokie bruzdy zmarszczek. Przed oczami ponownie miał radzieckiego Ławoczkina Ła-5 napotkanego po drodze. Odtworzył w pamięci atak myśliwca, który z rykiem 1600 konnego silnika po zręcznym manewrze usiadł im na ogon. Nie pomogły wysiłki tylnego strzelca- sierżanta Auerbacha, który ogniem ze swoich MG usiłował odpędzić intruza… Po chwili Auerbach- lub raczej to, co z niego zostało- wisiał martwy na swym stanowisku… Poszycie samolotu metodycznie rozrywały pociski wystrzelone z działek SzWAK radzieckiego „Łapciucha”. Niszczyły wszystko, co napotkały na swej drodze. Odpryski pleksiglasu pomieszane z duralem oraz odłamkami metalu wypełniały kadłub; odbijając się od ścian grały jakieś szaleńcze, ponure stacatto… Przez moment, szczęśliwie omijały kabinę pilotów… Nagle, nawigator złapał się za ramię a z jego ust wydobył zwierzęcy skowyt. Potworny grymas bólu wykrzywił twarz młodego podporucznika… Tylko cud mógł uratować pozostałą przy życiu załogę. I uratował… Nie darmo koledzy z jednostki nazywali Krugera „Farciarzem”. Pilotowi Ławoczkina skończyła się amunicja. Jeszcze kilkukrotnie przeleciał nad Heinklem w triumfalnym, powietrznym tańcu, po czym oddalił się na południowy wschód…

Nagły wstrząs wyrwał pilota z odrętwienia. Lewy silnik, poczciwy Jumo zakrztusił się a spod jego osłony buchnęły kłęby gęstego dymu i płomienie… Kruger odruchowo wyłączył dopływ paliwa, ustawił śmigło w chorągiewkę po czym gorączkowo zaczął szukać miejsca do lądowania. Jak na złość, w dole rozciągały się tylko lasy poprzetykane oczkami torfowisk… O bezpiecznym lądowaniu nie mogło być mowy. Podjął błyskawiczną decyzję- tylko skok uratuje życie jemu oraz rannemu koledze… Po chwili, na niebie wykwitły czasze spadochronów;  na podobieństwo kwiatów dmuchawca bezgłośnie opadały w kierunku ziemi. Uszkodzony, nie pilotowany przez nikogo Heinkel niczym kometa mknął na spotkanie swego przeznaczenia ciągnąc za sobą warkocz czarnego dymu; po kilkunastu sekundach pomarańczowy błysk oraz słup  dymu zaznaczyły miejsce jego upadku…

Opisane wydarzenia to oczywiście czysta, literacka fikcja, która powstała jedynie w głowie autora artykułu. Ale czy do końca tragiczny lot jest fikcją? Otóż nie. W pobliżu miejscowości Zieleniec, będącej obecnie miejscem zimowych szaleństw narciarskich, pod koniec wojny istotnie rozbił się niemiecki samolot wojskowy.

Rok 2007 zaskoczył wielu pasjonatów historii artykułem red. Szałkowskiego opisującym odnalezienie przez dwóch mieszkańców Zieleńca destruktu niemieckiego samolotu wojskowego oraz jego późniejszą identyfikację przeprowadzoną przez ekspertów lotnictwa. Niestety, mimo upływu lat nikt na poważnie nie zajął się profesjonalną eksploracją tego miejsca, mającą na celu wydobycie pozostałości samolotu w celu przekazania ich do muzeum, gdzie mogły by przypominać potomnym jedną z niezbadanych historii II wojny światowej.

W lipcu 2010 roku członkowie DTH postanowili odnaleźć miejsce katastrofy w celu jego wstępnego opisania oraz sporządzenia dokumentacji fotograficznej. Od słów do czynu! Tak też postąpiliśmy.

Pomimo wyjątkowo niesprzyjającej aury, 28 sierpnia 2010 roku wspomagani przez ekipę miesięcznika „ODKRYWCA” pod kierownictwem Wiesława Nawrockiego, „uzbrojeni”  w urzędowe pozwolenia regulujące wjazd do lasu uzyskane od sympatycznego kierownictwa Nadleśnictwa Zdroje w Szczytnej, wyruszyliśmy w teren. Pierwsze godziny poszukiwań terenowych nie wróżyły niczego dobrego. Chodzenie po lesie w ulewnym deszczu może zniechęcić nawet wytrwałego pasjonata historii. Przemoczona odzież przyklejała się chłodnym kompresem do ciał;  z nosów opuszczonych smutno w dół kapała woda… Jedynym pocieszeniem były piękne podgrzybki, zbierane przez Pawła.

Zapada więc szybka decyzja- chwilowo przerywamy akcję i udajemy się do Krzyśka, kolegi należącego do DTH, zamieszkałego w Zieleńcu. Było to słuszne posunięcie. Gorąca herbata oraz kawa skutecznie rozgrzewają ciała i umysły. Mokre ubrania błyskawicznie schną przy kominku, w którym wesoło trzaska ogień. Ponownie analizujemy i omawiamy obszar poszukiwań…

Tymczasem aura, jakby chcąc wynagrodzić poranne niepowodzenia poprawia się. Zza chmur wygląda słońce. To dobry znak! Ochoczo wracamy w miejsce przypuszczalnej katastrofy. Jednak pomimo wszelkich pomyślnych znaków „na niebie i ziemi” kolejne godziny poszukiwań nie przybliżają nas do celu. Czas mija nieubłaganie a do rozpoznania pozostał wyjątkowo duży i trudny obszar lasu. Zaczynamy czuć gorycz porażki…

Dopiero głos Pawła, zniekształcony przez radiotelefon podnosi wszystkim ciśnienie: „Panowie coś znalazłem”- padają jakże długo wyczekiwane słowa. Natychmiast udajemy się we wskazany rejon.  Paweł dumnie pokazuje miejsce w którym wykrywacz mocno zasygnalizował obecność metalu. Bezzwłocznie wykonujemy próbny wykop o głębokości około 30 cm.  Ziemia pod rachityczną ściółką jest zwęglona, jałowa. Po chwili, na trawie ląduje kilka części, należących bezapelacyjnie do samolotu: części układu wtryskowego, kawałek poszycia kadłuba, duralowa wręga… Pozostała ekipa sprawdza w tym czasie okolice znaleziska. Pełen sukces- na wstępnie wyznaczonym terenie o wymiarach około 40 x 20 metrów, członkowie towarzystwa, we współpracy z ekipą „ODKRYWCY” namierzają i oznaczają markerami ponad 30 miejsc, w których urządzenia wskazują obecność metalu pod ziemią. Wykonana zostaje wstępna dokumentacja fotograficzna. Jacek za pomocą GPS-u ustala dokładne współrzędne geograficzne. Na miejscu, wykonuję uproszczony plan terenowy, na który wspólnie nanosimy położenie markerów… Po sporządzeniu dokumentacji, usuwamy oznaczenia oraz maskujemy próbny wykop tak, aby nikt postronny nie domyślił się, jakie skarby kryje w sobie ten kawałek lasu…

Cdn…
 
Zobacz w galerii zdjęć.
Komentarze i pytania są mile widziane.
Udostępnij
maj 012010
 

Badania masywu góry Wołowiec w Wałbrzychu. W związku z informacjami archiwalnymi wskazującymi na istnienie w tym miejscu podziemnego schronu dla pociągu specjalnego wodza III Rzeszy, DTH próbuje za pomocą kwerendy archiwalnej oraz prac terenowych skonfrontować te wiadomości ze stanem realnym. Nasze badania prowadzimy nieprzerwanie od 2008 roku. Więcej o tej sprawie – artykuły w Odkrywcy (kwiecień 2009, luty 2011).

Zobacz w galerii zdjęć.
Komentarze i pytania są mile widziane.
Udostępnij
Translate »