gru 232012
 

Zdrowych, spokojnych Świąt Bożonarodzeniowych

oraz

szampańskiej zabawy w Sylwestra

Życzy Wam wszystkim

załoga DTH!

Udostępnij
gru 122012
 

Jakiś czas temu w artykule „Zaklęci w kamień” opisywaliśmy wyjątkowe kamienie poświęcone ludziom. Są one o tyle niezwykłe, ponieważ każdy z  nich zatrzymał w sobie własną, wyjątkową oraz oryginalną historię… Wyjątkową, bo związaną ściśle z regionem… Wspominaliśmy też o wirtualnym muzeum takich właśnie kamiennych pomników… Cóż,  nie dotrzymaliśmy słowa w kwestiach związanych jedynie z „wirtualnością”, bo takie muzeum powoli powstaje w rzeczywistości. Wszystko to mogło zostać zorganizowane oczywiście dzięki ogromnemu zaangażowaniu Państwa,  instytucji takich jak Bielawska Placówka Muzealna oraz gościnności włodarzy miasta Bielawy… Ale po kolei…

Zaraz po odkryciu i eksploracji podziemnego obiektu kolo zamku, pomimo narastającego zmęczenia oraz zapadającego  zmroku udaliśmy się w jeszcze jedno ciekawe miejsce. Żeby jednak do tego doszło, wcześniej musiała wydarzyć się cała  plejada różnych zdarzeń. Zaczęło się od dialogu, który miał miejsce przy odsłonięciu kamienia poświęconego Paulowi Felsmannowi. O możliwość zbadania georadarem nasypu w poszukiwaniu kolejnego kamienia pytali  Sylwester Grzesiak, Piotr Szkudlarek i Tadeusz Łazowski. Niestety, z racji napiętych terminów badań terenowych, prowadzonych  w  tym roku  przez zaprzyjaźnioną ekipę z miesięcznika „Odkrywcy” z dr. Wiesławem Nawrockim na czele, musieliśmy tą operację przeprowadzić przy innej okazji . Wstępny termin ustaliliśmy na październik.

Rodzinne zdjecie Piotra Szkudlarka przy pomniku

Kamienny obelisk miał być zasypany gdzieś w nasypie starego stadionu „Bielawianki”. Stadionowy nasyp to dość duże pole poszukiwań…  Zawęzić je udało się dzięki Piotrowi Szkudlarkowi, który pamiętał miejsce gdzie stał kamień jak i sam fakt jego przewrócenia przez koparkę. Odnalazł też rodzinne zdjęcie, na którym przy pomniku stoi jego matka. To on wskazał nam miejsce, w którym należy szukać. Niestety, wyznaczony teren był mocno zarośnięty i tak naprawdę badanie georadarem nie było by w tym miejscu możliwe, gdyby nie interwencja dr Rafała Brzezińskiego u zastępcy burmistrza Pana Mariusza Pacha. To z jego polecenia, osoba wykonująca prace porządkowe dla urzędu miasta wykosiła teren jak i wycięła grubsze gałęzie, aby operator urządzenia mógł swobodnie manewrować anteną.

Jak zwykle, pogoda spłatała przysłowiowego figla i pokrzyżowała nam plany… Październikowe badanie ze względu na pierwszy śnieg, musieliśmy przełożyć na listopad… W listopadzie, niesprzyjająca aura panująca podczas poszukiwań podziemnego szpitala skutecznie ograniczyła czas jakim dysponowaliśmy i tak naprawdę, nie udało nam się zbadać nasypu georadarem. Dlatego,  w ramach rewanżu postanowiliśmy przeszukać obszar mechanicznie co uczyniliśmy właśnie 24 listopada 2012 roku.

Chcielibyśmy także odrobinę wspomnieć o historii naszego kamiennego bohatera, która szczegółowo i obszernie jest zawarta w książce dr Rafała Brzezińskiego pod tytułem: „Życie w dawnej Bielawie„. Kamień, po raz pierwszy został odsłonięty 5 września 1920 roku przez władze organizacji turnerskiej (w wolnym znaczeniu: gimnastycznej) działającej w Bielawie, ku pamięci kolegów – członków stowarzyszenia, poległych na frontach I wojny światowej. Organizacja ta (Männerturnverein Langenbielau) zasłużyła się dla miasta między innymi budową w 1908r pierwszej sali gimnastycznej (dziś należącej do Liceum Ogólnokształcącego w Bielawie), a także utworzeniem w 1928r placu sportowego (dziś stary stadion Bielawianki).

Całość przedsięwzięcia oraz zarys historyczny doskonale ukazuje film, zrealizowany wspólnie z Bielawską Placówką muzealną, którego prezentacja miała miejsce 12 grudnia w Bielawskim Muzeum (tego tez dnia odbyło się oficjalne odsłonięcie pomnika, na skwerze przy muzeum). Na nim to właśnie, będziecie Państwo mogli zobaczyć jak wymagającą logistycznie operacją było wydobycie  pomnika… Film obnaży także pewną tajemnicę, związaną z symboliką ukrytą w samym kamieniu. Materiał filmowy ma jeszcze jedno, ważne zadanie dydaktyczne – pokazanie Państwu, że odkrycia to nie tylko imiona ludzi na plakatach; to historia, w której wszyscy bez wyjątku bierzemy udział i którą sami tworzymy! Po obejrzeniu materiału, zapewne, sami Państwo potwierdzą nasze słowa, że tak naprawdę tylko zgodna współpraca i pełne zaangażowanie przynoszą rezultaty w postaci zakończonych opowieści, które z dumą możemy przekazywać potomnym. Tym oto zdaniem kończymy ostatni wpis w starym roku i życzymy sobie oraz Państwu, aby ten właśnie przekaz przyświecał nam przy realizacji kolejnych, statutowych działań  DTH!

Galeria

Komentarze i pytania są mile widziane.

Dth tv

 

Udostępnij
lis 242012
 

Ostatnio, jako Towarzystwo  mamy szczęście do Bielawy. To urocze miasto skrywa wiele niewyjaśnionych, przed jak i powojennych tajemnic. O istnieniu jednej z nich, być może wiedzieli nawet i drodzy Czytelnicy: podobno w okolicy zamku Sandreckich (obecnie zakład szkolno-wychowawczy) miał być usytuowany podziemny obiekt. Starsi mieszkańcy prawili  o pomieszczeniach potężnej kubatury, inni twierdzili, że podziemna budowla nie jest aż tak okazała i ma kształt podkowy; na dodatek miał się w niej znajdować samochód ciężarowy. Wskazywano nawet, że nie był to typowy schron a raczej podziemny magazyn… Zapewne sami Państwo stwierdzicie, że informacje pomimo swej rozbieżności są na tyle ciekawe by podjąć się ich wyjaśnienia – co też jako Towarzystwo uczyniliśmy!

Współdziałając z dr Rafałem Brzezińskim oraz Bielawską Placówka Muzealną już na początku 2012 roku przeprowadziliśmy w opisywanym rejonie pierwszy rekonesans, który to powtórzyliśmy ponownie w listopadzie. Równolegle zaczęliśmy zbierać wszelkie relacje na temat obiektu i w miarę możliwości konfrontować je w terenie. Powoli wyłaniali się kolejni świadkowie, którzy wskazywali  miejsca, gdzie kiedyś były usytuowane czerpnie  powietrza. Tak konsekwentnie powstawał zarys obiektu ale i wykluczane były też kolejne teorie na temat rzekomych wejść do niego, np. przez kanały. Obecnie, grunt w rejonie domniemanego schronu jest  podniesiony w stosunku do podwórza zamku, nie wskazują na to fotografie oraz kartki ze zbiorów Tadeusza Łazowskiego wykonane na przełomie lat 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku, co pozwoliło nam założyć, iż jest to nasyp sztuczny – powstały w późniejszym okresie, lecz wcześniej aniżeli schrony polskiej obrony cywilnej (o których pisaliśmy już wcześniej tutaj).  Dość długo omawialiśmy zebrane materiały, porównywaliśmy, oglądaliśmy teren z wielu miejsc, aby odnaleźć jak najwięcej punktów zaczepienia.

Ostatecznie odrzuciliśmy wersję, mówiącą o potężnym obiekcie podziemnym – jego wielkość ograniczyliśmy hipotetycznie do rozmiarów skweru. Przemawiają za tym dwa fakty: uregulowana rzeczka Bielawica o wymurowanym i obniżonym korycie ( podczas popowodziowych robót naprawczych natrafiono by zapewne na ślady budowli ) oraz nieistniejący już basen od strony parku. Załóżmy ponadto, iż obiekt budowano w czasie II wojny światowej czyli w pośpiechu, oszczędzając jednocześnie  na środkach finansowych, które to rezerwowano zazwyczaj na ważne strategicznie projekty. Zgromadzone fakty pozwalają domniemywać, że wykonawcy odrzucili kosztowną oraz czasochłonną „zabawę” związaną z przebijaniem się pod dnem cieku wodnego, który po opadach zmienia się w rwącą rzekę jak i zrezygnowali z głębokiego wykopu pod sporych rozmiarów miejskim kąpieliskiem.

Przejdźmy jednak do czynów! Jak mówi stare przysłowie „Ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka”. Tak  było i tym razem. Maile, telefony, podania a w końcu stosowne zezwolenia z urzędu…  Na pochwałę zasługuje postawa miasta, które okazało chęć współpracy – powinien to być wzór dla innych dolnośląskich Urzędów. W sprawę mocno zaangażował się  przewodniczący Rady Miasta, Pan Leszek Stróżyk; jednakże w tym miejscu chcieliśmy też podziękować za owocną współpracę (mamy nadzieję, iż dobrze rokującą na przyszłość) miłym Paniom:  Krystynie Starczewskiej-Kościuk i Wioletcie Wróbel-Bahyrycz z UM w Bielawie. Reasumując, udało się, możemy działać!

Zaczynamy  24-go listopada około godziny 11:00. Sobotni poranek przywitał zgromadzonych – ekipę DTH, Rafała Brzezińskiego oraz osoby lokalnie współpracujące z nami, promieniami słońca zwiastującymi przyjazną aurę. Jakaż odmiana w porównaniu do poprzedniego wyjazdu:) Na początku, tradycyjnie mała „odprawa”, na której dzielimy obowiązki oraz analizujemy dostępne plany terenu w celu uniknięcia uszkodzenia lokalnych mediów. Po chwili słychać  łomot stalowych najazdów  uderzających o bruk…

Łoskot odpalanego diesla i z lawety zjeżdża nasz nowy, stalowy przyjaciel – „Ostrówek”. Ostrzegawczą taśmą grodzimy teren aby nikt przypadkowy nie dostał się na obszar prowadzonych badań. Krzysiek rozpoczyna pracę – maszyna bez większego wysiłku wybiera ziemię w okolicy lekkich zapadlisk. Kolejne łyżki urobku lądują na trawniku…

Sumiennie odkładamy uratowaną darń na bok – posłuży  do przywrócenia pierwotnego stanu posesji.  Ku naszemu zdziwieniu, ziemia wciąż jednak  nie uchyla rąbka skrywanej tajemnicy. Niespodziewanie koparka powoli osiada na lewą stronę; jak się  okazuje, hydrauliczna podpora stabilizująca pojazd całkowicie zapadła się w ziemi odkrywając tym samym dość sporą podziemną komorę.

Od razu przenosimy prace w to miejsce. Po krótkim czasie wykop przybiera głębokość około 2,3 metra. Wszyscy jak zahipnotyzowani wpatrują się w pracujący niezawodnie zespół człowieka z maszyną. Rafał, Paulina i Tadeusz Łazowski dokumentują przebieg prac za pomocą aparatów oraz kamery…

W międzyczasie łyżka zgrzyta o coś mocno i szaro-biały pył bucha spod jej stalowych zębów. Naszym oczom ukazuje się  sporych rozmiarów beton, wchodzący łukowato w głąb ziemi. Krzysiek ostrożnie powiększa  i oczyszcza wykop.

Ta łukowata struktura to niewątpliwie strop podziemnego korytarza. Analiza kierunku pozwala przypuszczać, że jego koniec znajduje się w okolicach wcześniejszego wykopu. Tutaj już ręcznie – łopatami, sprawdzamy tą tezę. Jest wejście – powiększamy otwór, wchodzimy…  A raczej zsuwamy się w dół.

W nos uderza stęchłe powietrze – obiektu nie wentylowano przez kilkadziesiąt lat… W pogotowiu czeka aparat tlenowy. Ostrożnie ruszamy przed siebie… Nasza radość nie trwa długo; rozgałęziający się chodnik przerywa zawał… Nie jest to jednak typowe odstrzelenie a raczej zasypanie ziemią i gruzem przypuszczalnie przez zniszczoną czerpnię powietrza, która po udrożnieniu mogła by posłużyć teraz za bezpieczne wejście do obiektu. Szybki pomiar i Krzysiek przestawia koparkę, która ponownie rozpoczyna pracę.  Bezbłędnie trafia w miejsce i po chwili naszym oczom ukazuje się dziura zrobiona w stropie chodnika.  Odsuwamy się od niej aby omówić dalsze działania. Pośpiech nie jest wskazany; natomiast mała przerwa, podczas, której wyrobisko się przewietrzy – jak najbardziej:)

Ponownie wchodzimy do obiektu; wygodne zejście umożliwia założenie dodatkowego oświetlenia wewnątrz schronu. Tunele zasypane są mieszaniną ziemi, gruzu i odpadów zsypywanych przez nieistniejące już czerpnie. Sądząc po szczelinach przy bocznych ścianach chodnika, miąższość warstwy gruzu w najniższych punktach wynosi aż około 1 m.  Utrudnia to znacznie poruszanie się… Obiekt kształtem przypomina drabinkę: dwa równoległe korytarze i poprzeczne łączniki między nimi. Dywagujemy wspólnie z Rafałem, czy obiekt wykonano od podstaw czy też być może zaadaptowano jakieś stare, istniejące wcześniej chodniki – wielkość obiektu a także liczne przebudowy konstrukcyjne przemawiają raczej za adaptacją… Te kwestie mogą wyjaśnić jednak wyłącznie dalsze badania, które z powodu ograniczeń czasowych i nakładu pracy potrzebnego do kompleksowego odgruzowania obiektu, jesteśmy zmuszeni odłożyć na późniejszy termin.

Tymczasem po dokonaniu wspólnych oględzin pod ziemię wracają ponownie Piotr z Tadeuszem. Podczas gdy na górze wre dyskusja w której bierze udział także Leszek Stróżyk, opisywana dwójka bierze się do wykonywania pomiarów oraz odręcznego planu wyrobisk. Trwa to jakiś czas. Kiedy jednak wychodzą na powierzchnię, mogą się poczuć jak przysłowiowe „gwiazdy filmowe” w błyskach fleszy i obiektywie kamery 🙂 Zrobili wszak kawał nielubianej i monotonnej pracy…

Pomimo niewielkich rozmiarów, są w obiekcie miejsca ciekawe, nie pasujące do ogólnego zarysu. Będą to mogli Państwo obejrzeć na materiale filmowym jak i sporządzonym planie dostępnych wyrobisk.

Około godziny 14, po konsultacji z Rafałem i przewodniczącym rady miasta  zapada decyzja – zamykamy czasowo obiekt. Nie jest to jednak zdecydowanie finał akcji w tym miejscu, wręcz przeciwnie – ale o tym na końcu. Zgodnie z obietnicą jaką złożyliśmy składając wniosek o przeprowadzenie prac, przystępujemy do porządków. Trzeba zasypać wykopy, wyrównać teren i zabezpieczyć wejścia. Koparka powoli zasypuje wykopy… Jeszcze tylko drobna kosmetyka łopatami, nasiona trawy i… Gotowe!

Dalsze plany odnośnie losów obiektu zapadną niebawem na spotkaniu roboczym w magistracie. Będziemy dążyć do odgruzowania chodników i przebicia zawałów. Następnie, w drodze projektu postaramy się o fundusze na przystosowanie go do zwiedzania – trzeba wykonać  nowe czerpnie powietrza, założyć oświetlenie… Na ten cel a także jemu podobne, będziemy przeznaczać między innymi wpływy z 1% podatku, który przysługuje organizacjom OPP. Naszym marzeniem jest, aby obiekt  przypominał mieszkańcom Bielawy historię ich pięknego miasta za pomocą starych fotografii zdobiących jego ściany w których to doborze pomogą na pewno Rafał Brzeziński i Tadeusz Łazowski. Na spełnienie marzeń przyjdzie nam wszystkim zapewne jeszcze poczekać ale już teraz możemy Państwu obiecać, że  zapału i chęci do ich realizacji nam nie zabraknie.

Tymczasem, tradycyjnie zapraszamy do galerii 🙂

 

Komentarze i pytania są mile widziane.

Dth tv

 

Udostępnij
lis 112012
 

Po raz kolejny kapryśna, jesienna aura postanowiła popsuć szyki wspólnemu przedsięwzięciu, realizowanemu przez członków DTH wspólnie z dr Rafałem Brzezińskim, lokalną grupą miłośników miasta, przedstawicielami władz oraz ekipą miesięcznika „Odkrywca”.

Porywisty wiatr  gwizdał na stalowych konstrukcjach masztów, słupów energetycznych oraz kominach wydając całą gamę ponurych dźwięków… Zrywał z głów czapki, przeszywał na wskroś kurtki, utrudniał porozumiewanie się pomiędzy uczestnikami…  Z opisu –  jesienna tundra; w rzeczywistości- łąka w okolicach dawnej fabryki „Bielbaw”…

Zapytają zapewne Państwo, co skłoniło nas do przebywania w tak niekorzystnych warunkach; odpowiedź może być tylko jedna- chęć wyjaśnienia bardzo ciekawego przekazu, mówiącego o podziemnym lazarecie umiejscowionym w pobliżu wspomnianego zakładu. Aby dodać tej historii odrobinę smaczku dopowiemy, że według opowiadań, droga do obiektu wiodła właśnie z „Bielbawu”.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że w dolnośląskich opowieściach występuje bez liku nieodkrytych kompleksów, a do każdego lasu wjeżdżają ciężarówki wyładowane skrzyniami ze złotem – bajki jednak odłóżmy na półki, a zajmijmy się faktami.  Sygnały o podziemnym szpitalu przekazał nam wcześniej skarbnik naszego towarzystwa. Potwierdzał je także współpracujący z nami historyk, dr Rafał Brzeziński, który w październiku dolał przysłowiowej „oliwy do ognia”… „Mam świadka” – te dwa proste słowa Rafała podziałały elektryzująco. Mobilizacja następuje bardzo szybko. Skrzynki poczty elektronicznej zapełniają się mailami, rozmowy telefoniczne ciągną się do późnych godzin wieczornych, po to by w już październiku zorganizować wspólny rekonesans. Podczas niego dokonujemy lustracji terenu, omawiamy ogólny zarys sytuacji jak i rozważamy wszelakie „za” i „przeciw”. Decyzja zapada jednomyślnie – działamy!

Wróćmy jednak do meritum. 10 listopada spotykamy się wszyscy w okolicach „Bielbawu”. Po krótkim zapoznaniu głos zabiera Pan M. , który osobiście przebywał w podziemnym szpitalu. Z ust starszego już człowieka płynie prosta opowieść, której wszyscy słuchamy z uwagą… „w 1952 roku wezwał mnie oraz kolegę Z. ówczesny kierownik sekcji remontowej… powiedział, że mamy zreperować podłogę w sali szpitalnej dawnego, podziemnego lazaretu. Zdziwiliśmy się, ale nikt z nas o nic nie pytał… Wzięliśmy wózek akumulatorowy, na który załadowaliśmy niezbędne materiały, dosiadł się także kierownik i pojechaliśmy tunelem o szerokości 2-3 metrów; sama sala szpitalna też była słusznych rozmiarów. Było to pomieszczenie około 20 na 30 metrów… stały stoły operacyjne, regały. Dalej w innych drzwiach widać było stalowe łóżka… Panie… to był kompletny szpital…” Opowieść zrobiła wrażenie na wszystkich. Słuchając jej, cofnęliśmy się równe 60 lat w czasie… Warto było…

Około godziny 15-tej na miejsce dociera ekipa „Odkrywcy” wraz z dr Wiesławem Nawrockim na czele. Pomagamy przy montażu niezbędnego sprzętu; wyznaczamy bok siatki, po której będzie prowadzone badanie georadarem. Działanie skutecznie utrudnia wiatr, wyrywający taśmę mierniczą. W końcu Wiesław rusza.

Co 5 metrów słyszymy słowo „marker”! Podają je osoby ustawione w linii, aby można było zapisać punkty odniesienia potrzebne do prawidłowego zinterpretowania falogramu.  Badanie trwa dłuższy czas; interesujący wycinek obszaru jest sprawdzany wzdłuż a także kilkukrotnie w poprzek. Wszyscy z niecierpliwością czekają na wstępny wynik badań, który będzie można ustalić dzięki podglądowi „on line”…

Padają znamienne słowa…  „Dwie pustki o szerokości około 2,5 metra, umiejscowione w odległości X oraz Y metrów od skraju wyznaczonej siatki. Głębokość około 3 metrów. Na tyle też proponuję wiercić”.  2,5 metra… Przypominamy sobie opowieść Pana M..  Szerokość chodnika oceniał na około 2 do 3 metrów… Czyżby strzał w przysłowiową dziesiątkę?

Na to pytanie nie odpowiemy Państwu ani twierdząco, ani przecząco, z prostej przyczyny – na tym poziomie badań nie potrafimy, a wydawanie jednostronnych opinii uważamy w tym momencie za przysłowiową grę w ruletkę.

O postępie dalszych prac związanych z wyjaśnieniem tej jakże ciekawej sprawy będziemy informować Państwa na bieżąco.

Tymczasem, zapraszamy do obejrzenia zdjęć w galerii.

Komentarze i pytania są mile widziane.

Dth tv

Udostępnij
paź 182012
 

Chcielibyśmy poinformować Państwa o cyklicznej imprezie odbywającej się już po raz piąty w Walimiu, znanej jako Ogólnopolski Zjazd Eksploratorów. W tym roku zjazd odbędzie się w dniach 19-21 października na terenie zamku Książ oraz gminy Walim. Jednym z zaproszonych ekspertów jest nasz kolega z DTH – Piotr Kruszyński, który przedstawi wykład pod tytułem „Rola Zamku Książ w obiekcie RIESE”. Szczegółowy plan zjazdu jest dostępny na stronie organizatorów: http://sgpsztolnie.pl/

Komentarze i pytania są mile widziane.

Udostępnij
paź 172012
 

Z nieukrywaną satysfakcją informujemy Państwa, że nasze wspólne wieloletnie działania na rzecz społeczności lokalnej Dolnego Śląska zostały docenione przez Sąd KRS we Wrocławiu i Dolnośląskie Towarzystwo Historyczne uzyskało prestiżowy status Organizacji Pożytku Publicznego (OPP).  Daje nam to więcej możliwości w odkrywaniu nieznanego!!! Mamy nadzieję, że nasze doświadczenia we współpracy z urzędnikami lokalnej administracji w sprawie odkrywania historii Dolnego Śląska zmienią się na lepsze, gdyż władze administracyjne mają ustawowy obowiązek pomagać organizacjom ze statutem OPP.

Drodzy Państwo, nadanie statutu OPP to także możliwość starania się o uzyskania 1% z podatku. Naszymi dotychczasowymi działaniami pokazaliśmy, że potrafimy ponosić samodzielnie niemałe koszty związane z odkrywaniem tajemnic Dolnego Śląska. Liczymy jednak, że uda nam się uzyskać dodatkowe fundusze jako wyraz Państwa wdzięczności i docenienia dotychczasowych działań. Potrzeb jest dużo, choćby zakup gabloty wystawowej do muzeum, gdzie planujemy umieścić części z rozbitego samolotu. Status OPP jest dla nas nagrodą samą w sobie… To znak, że nasze działanie na rzecz społeczeństwa jest zauważalne i zostało docenione przez niezależną instytucję państwową. Motywuje nas to do jeszcze większego wysiłku !!!

Udostępnij
paź 162012
 

Dziwnym trafem, większość naszych wpisów rozpoczyna temat pogody. Złośliwi powiedzieli by pewnie, że „jak Polak nie ma o czym rozmawiać to rozmawia o pogodzie”. Otóż nic bardziej mylnego. Dla nas aspekt pogodowy jest bardzo ważnym czynnikiem. Eksploracja historii to nie tyko siedzenie z nosem w publikacjach ale i prace terenowe. Podczas nich opieramy się na wzajemnym zaufaniu, które jak dotąd nas nie zawiodło. Niestety, nie mamy jednak żadnego wpływu na aurę, choć to właśnie ona najczęściej ostatecznie weryfikuje nasze plany. Nie inaczej było i tym razem, kiedy to pomimo wszelkich niedogodności postanowiliśmy z uporem stawić  jej czoła, dzięki czemu mogą Państwo przeczytać o naszych kolejnych przygodach.

Jako DTH zostaliśmy zaproszeni 16 października przez dr. Rafała Brzezińskiego do komisji, mającej za zadanie zinwentaryzowanie i zabezpieczenie dostępnych schronów miejskich zwanych fachowo szczelinami. Mowa tu o popularnych schronach LOK-u budowanych w czasach PRL-u, choć nie tylko. Komisja  została utworzona przy radzie miasta Bielawa, dlatego też zakres prac obejmował otwarcie obiektów, które podlegały miejskiej jurysdykcji. Z informacji wynikało, iż były to dwa obiekty umiejscowione przy skwerach ulic Żeromskiego i 3-go Maja oraz Żeromskiego i Kolejowej.  Jak się wkrótce okazało, informacje te zweryfikowało samo życie 😉

Nawiązując do wstępu, pogoda od samego początku nie była sprzyjająca; jesienna szaruga z siąpiącym z nieba deszczem znacząco utrudniała dokumentację całego zdarzenia oraz pogarszała komfort pracy. Mimo tych niedogodności, zdając sobie sprawę z urzędowego charakteru przedsięwzięcia, nie zrezygnowaliśmy z podjętej inicjatywy.

Działania rozpoczęliśmy około godziny 11, zaczynając od schronu przy ulicach Żeromskiego i 3-go Maja. Dyrektorem technicznym został Krzysztof, który wraz ze swym mobilnym centrum dowodzenia (zwanym żartobliwie w naszych szeregach: „kijanką”) dzielnie reprezentował swoje towarzystwo. Chirurgiczne ciecie gumówką, chwila wyczekiwania i naszym oczom ukazuje się wnętrze pierwszego schronu.

Ku zdziwieniu wszystkich, schron zachował się w bardzo dobrym stanie, o czym świadczą kompletne ławki. Po zapoznaniu się z faktycznym stanem obiektu, wychodzimy na zewnątrz, gdzie pojawiają się pierwsze pomysły jego zagospodarowania. Ciekawymi koncepcjami zasypał nas radny Jarosław Florczak – tak trzymać – na ich realizację pewnie przyjdzie wkrótce czas (o tym niebawem).

Szybkie spojrzenia na zegarki i błyskawicznie zapada decyzja co zrobić z drugim schronem, którego wejście było do połowy przysypane. Pomimo, że pogoda krzyczy „nie” a czas upływa w zastraszającym tempie, następuje szybkie przegrupowanie osób i sprzętu po którym znajdujemy się przy następnym obiekcie.

Szpadel i łopata idą w ruch… Podmokła ziemia osuwa się  spod nóg, ubity gruz spowalnia kopanie… Do akcji wchodzi młot zasilany przez agregat, co znacząco ułatwia pracę. Wtem niespodziewanie pojawia się syn właściciela gruntu. Chwila zastanowienia – przecież teren należy do miasta?! Po pewnym czasie zjawia się również właściciel gruntu, który opowiada, że teren nabył kilkadziesiąt lat temu nie od miasta, a od elektrowni, która to niegdyś miała obok swoją siedzibę, a schron wykorzystywała jako magazynek. Celowo wspominam o tej historii; jednak nie po to żeby wykazać brak kompetencji  urzędników, ale  by zwrócić uwagę na fakt, że często „miasto” samo nie wie jakimi obiektami dysponuje na swoim terenie. Z racji dezaktywacji swojego przeznaczenia zwyczajnie giną one, pożarte przez miejską aglomerację, dlatego wszelkie działania mające na celu ich inwentaryzację są doskonałą okazją do zweryfikowania wszystkiego w rzeczywistości.

Całe zamieszanie z własnością gruntu dzięki przychylności obecnego właściciela, który po dziś dzień nie korzystał z obiektu, skończyło się dobrze. Po przedstawieniu naszych intencji dostaliśmy zgodę na dokończenie prac i wejście do środka. Niestety, wnętrze schronu okazało się mocno zdewastowane. Wypełnione było pozostałościami po różnego rodzaju asortymencie alkoholowym i tytoniowym; jakże  popularny widok dla wielu „polskich miejscówek’”…  Większość  śmieci wrzucono  przez otwory wentylacyjne. Historią samą w sobie okazał się podpis członka kapeli „Łysina Lenina” – która swego czasu była synonimem „punk rocka” w Polsce.

Obecnie schron przy ulicy Kolejowej został ponownie zasypany. Tym razem po wejściu nie ma śladu; być może nasz wpis będzie  ostatnim, świadczącym o jego istnieniu.

Uważny czytelnik zapewne pamięta wcześniejszą uwagę, że materiał miał nie dotyczyć wyłącznie PRL’owskich schronów. Teraz nadszedł czas na krótkie rozwiniecie tego wątku. Bielawa to nie tylko znane z niedbałości konstrukcyjnych relikty pozostawione po byłym ustroju; to także obiekty obrony cywilnej oraz budowle o przeznaczeniu typowo militarnym z wcześniejszych lat, pozostawione przez byłych mieszkańców miasta. Część z nich jest niedostępna; dlaczego zostały zasypane – dziś trudno nam jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Często znajdują się na prywatnych posesjach, a niektóre nawet po dziś dzień nie zostały oficjalnie ujawnione (być może już niedługo o odkryciu takiego obiektu będziemy się mogli z Państwem podzielić na łamach naszego serwisu). To doskonały pretekst, aby Państwo poszukali takich obiektów w swojej okolicy. Każde miasto ma ich zazwyczaj kilka w zanadrzu. Czasem tak bardzo są wkomponowane w codzienny krajobraz, że o nich zapominamy albo wręcz nie dostrzegamy! A wystarczy jedynie dobry pomysł, odrobina inicjatywy, zaangażowania i każdy z nich może stać się świetną atrakcją regionalną tętniącą życiem – ciekawe lekcje historii, awangardowe galerie, pokazy filmowe. Warto spróbować? Czemu nie!

Galeria

Komentarze i pytania są mile widziane.

Dth tv

Udostępnij
paź 012012
 

DTH_ZamekKsiąż

Miło nam Państwa poinformować o podpisanej niedawno umowie z Prezesem Przedsiębiorstwa „Zamek Książ” w Wałbrzychu. Dzięki sformalizowaniu naszej współpracy będziemy mogli rozpocząć działania, mające na celu zbadanie tego ciekawego obiektu, a także głębsze poznanie wojennej historii Zamku Książ. Mamy nadzieję, że nasze prace przyczynią się również do podniesienia walorów turystycznych tego unikalnego na skalę Polski obiektu. O uzyskanych rezultatach będziemy Państwa informowali w kolejnych wpisach, wraz z postępem wykonywanych przez nas projektów.

Komentarze i pytania są mile widziane.

Udostępnij
Translate »