2010 – 2020 © DTH Dolnośląskie Towarzystwo Historyczne

Paź 162012
 

Dziwnym trafem, większość naszych wpisów rozpoczyna temat pogody. Złośliwi powiedzieli by pewnie, że „jak Polak nie ma o czym rozmawiać to rozmawia o pogodzie”. Otóż nic bardziej mylnego. Dla nas aspekt pogodowy jest bardzo ważnym czynnikiem. Eksploracja historii to nie tyko siedzenie z nosem w publikacjach ale i prace terenowe. Podczas nich opieramy się na wzajemnym zaufaniu, które jak dotąd nas nie zawiodło. Niestety, nie mamy jednak żadnego wpływu na aurę, choć to właśnie ona najczęściej ostatecznie weryfikuje nasze plany. Nie inaczej było i tym razem, kiedy to pomimo wszelkich niedogodności postanowiliśmy z uporem stawić  jej czoła, dzięki czemu mogą Państwo przeczytać o naszych kolejnych przygodach.

Jako DTH zostaliśmy zaproszeni 16 października przez dr. Rafała Brzezińskiego do komisji, mającej za zadanie zinwentaryzowanie i zabezpieczenie dostępnych schronów miejskich zwanych fachowo szczelinami. Mowa tu o popularnych schronach LOK-u budowanych w czasach PRL-u, choć nie tylko. Komisja  została utworzona przy radzie miasta Bielawa, dlatego też zakres prac obejmował otwarcie obiektów, które podlegały miejskiej jurysdykcji. Z informacji wynikało, iż były to dwa obiekty umiejscowione przy skwerach ulic Żeromskiego i 3-go Maja oraz Żeromskiego i Kolejowej.  Jak się wkrótce okazało, informacje te zweryfikowało samo życie 😉

Nawiązując do wstępu, pogoda od samego początku nie była sprzyjająca; jesienna szaruga z siąpiącym z nieba deszczem znacząco utrudniała dokumentację całego zdarzenia oraz pogarszała komfort pracy. Mimo tych niedogodności, zdając sobie sprawę z urzędowego charakteru przedsięwzięcia, nie zrezygnowaliśmy z podjętej inicjatywy.

Działania rozpoczęliśmy około godziny 11, zaczynając od schronu przy ulicach Żeromskiego i 3-go Maja. Dyrektorem technicznym został Krzysztof, który wraz ze swym mobilnym centrum dowodzenia (zwanym żartobliwie w naszych szeregach: „kijanką”) dzielnie reprezentował swoje towarzystwo. Chirurgiczne ciecie gumówką, chwila wyczekiwania i naszym oczom ukazuje się wnętrze pierwszego schronu.

Ku zdziwieniu wszystkich, schron zachował się w bardzo dobrym stanie, o czym świadczą kompletne ławki. Po zapoznaniu się z faktycznym stanem obiektu, wychodzimy na zewnątrz, gdzie pojawiają się pierwsze pomysły jego zagospodarowania. Ciekawymi koncepcjami zasypał nas radny Jarosław Florczak – tak trzymać – na ich realizację pewnie przyjdzie wkrótce czas (o tym niebawem).

Szybkie spojrzenia na zegarki i błyskawicznie zapada decyzja co zrobić z drugim schronem, którego wejście było do połowy przysypane. Pomimo, że pogoda krzyczy „nie” a czas upływa w zastraszającym tempie, następuje szybkie przegrupowanie osób i sprzętu po którym znajdujemy się przy następnym obiekcie.

Szpadel i łopata idą w ruch… Podmokła ziemia osuwa się  spod nóg, ubity gruz spowalnia kopanie… Do akcji wchodzi młot zasilany przez agregat, co znacząco ułatwia pracę. Wtem niespodziewanie pojawia się syn właściciela gruntu. Chwila zastanowienia – przecież teren należy do miasta?! Po pewnym czasie zjawia się również właściciel gruntu, który opowiada, że teren nabył kilkadziesiąt lat temu nie od miasta, a od elektrowni, która to niegdyś miała obok swoją siedzibę, a schron wykorzystywała jako magazynek. Celowo wspominam o tej historii; jednak nie po to żeby wykazać brak kompetencji  urzędników, ale  by zwrócić uwagę na fakt, że często „miasto” samo nie wie jakimi obiektami dysponuje na swoim terenie. Z racji dezaktywacji swojego przeznaczenia zwyczajnie giną one, pożarte przez miejską aglomerację, dlatego wszelkie działania mające na celu ich inwentaryzację są doskonałą okazją do zweryfikowania wszystkiego w rzeczywistości.

Całe zamieszanie z własnością gruntu dzięki przychylności obecnego właściciela, który po dziś dzień nie korzystał z obiektu, skończyło się dobrze. Po przedstawieniu naszych intencji dostaliśmy zgodę na dokończenie prac i wejście do środka. Niestety, wnętrze schronu okazało się mocno zdewastowane. Wypełnione było pozostałościami po różnego rodzaju asortymencie alkoholowym i tytoniowym; jakże  popularny widok dla wielu „polskich miejscówek’”…  Większość  śmieci wrzucono  przez otwory wentylacyjne. Historią samą w sobie okazał się podpis członka kapeli „Łysina Lenina” – która swego czasu była synonimem „punk rocka” w Polsce.

Obecnie schron przy ulicy Kolejowej został ponownie zasypany. Tym razem po wejściu nie ma śladu; być może nasz wpis będzie  ostatnim, świadczącym o jego istnieniu.

Uważny czytelnik zapewne pamięta wcześniejszą uwagę, że materiał miał nie dotyczyć wyłącznie PRL’owskich schronów. Teraz nadszedł czas na krótkie rozwiniecie tego wątku. Bielawa to nie tylko znane z niedbałości konstrukcyjnych relikty pozostawione po byłym ustroju; to także obiekty obrony cywilnej oraz budowle o przeznaczeniu typowo militarnym z wcześniejszych lat, pozostawione przez byłych mieszkańców miasta. Część z nich jest niedostępna; dlaczego zostały zasypane – dziś trudno nam jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Często znajdują się na prywatnych posesjach, a niektóre nawet po dziś dzień nie zostały oficjalnie ujawnione (być może już niedługo o odkryciu takiego obiektu będziemy się mogli z Państwem podzielić na łamach naszego serwisu). To doskonały pretekst, aby Państwo poszukali takich obiektów w swojej okolicy. Każde miasto ma ich zazwyczaj kilka w zanadrzu. Czasem tak bardzo są wkomponowane w codzienny krajobraz, że o nich zapominamy albo wręcz nie dostrzegamy! A wystarczy jedynie dobry pomysł, odrobina inicjatywy, zaangażowania i każdy z nich może stać się świetną atrakcją regionalną tętniącą życiem – ciekawe lekcje historii, awangardowe galerie, pokazy filmowe. Warto spróbować? Czemu nie!

Galeria

Komentarze i pytania są mile widziane.

Dth tv

Udostępnij
Share