2010 – 2020 © DTH Dolnośląskie Towarzystwo Historyczne

Sty 012020
 

W tym roku z dumą świętujemy 10. rocznicę zarejestrowania Dolnośląskiego Towarzystwa Historycznego w Krajowym Rejestrze Sądowym. Traktujemy ten fakt jako oficjalne urodziny, choć historia działań terenowych większości członków naszego stowarzyszenia sięga połowy lat 90. Dla sporej grupy młodych ludzi, dla których internet i telefon komórkowy jest oczywistością są to odległe i mało znane czasy. Dziś wydaje się to archaiczne ale mało kto miał wtedy telefon stacjonarny w domu a samo spotykanie się w większej grupie wymagało odpowiedniej logistyki. Więcej było kontaktów bezpośrednich, bardzo trudno było też dokumentować działania terenowe. Na zawsze pozostanie w pamięci ten moment, kiedy otwierało się koreks po wywołaniu filmu z nadzieją, że zdjęcia nie będą prześwietlone. Samo wykonanie zdjęcia w podziemiach Włodarza czy Osówki, które były dostępne bez biletu ;-), było już wyczynem. Pomylić się można było tylko raz. Każdy traktował swojego Zenita, Zorkę czy Smienę jak przedmiot kultu, ściskając go mocno i chroniąc przed uszkodzeniem, dokładnie tak, jak dziś ludzie traktują najnowszy model smartfona. Wiedza o lokalizacji wejść do obiektów podziemnych była przekazywana ustnie tylko w zaufanym gronie, nie było Google ani LIDAR’a. Dla przykładu, aby dostać się do kompleksu Włodarz, można było albo przeciskać się przez szczelinę na tzw. jedynce a później forsować zalaną wartownię albo od razu opuszczać ponton przez tzw. czwórkę na hali. Celem naszych wypraw do podziemi kompleksu Włodarz był zawał na hali, który przekopywaliśmy ręcznie łopatami, kilofami a urobek za pomocą wiader wyrzucaliśmy do wody. To co dziś mogą oglądać turyści, to w większości efekt naszych prac sprzed 25 lat. Jako, że sam dojazd do Jugowic czy Walimia i dotarcie (z masą sprzętu w rękach i na plecach) do podziemi było samo w sobie już wyzwaniem, to nie opłacało się stamtąd wracać, więc wyprawy trwały 2-3 dni. Był w tym też element strachu, bo nigdy nie było wiadomo kto jeszcze pojawi się w sztolni a tacy niespodziewani goście wyłaniający się z bocznego korytarza zdarzali się dość często. To tak właśnie wtedy wyglądała integracja… zmęczeni, spoceni i brudni siadaliśmy na spągu i zajadając przesiąknięte wilgocią kanapki rozmawialiśmy o tym co wiemy i jakie mamy plany. Nie będę tu wypominał kto kiedyś „delektował się” znalezioną w sztolni paczką Popularnych. Bardzo często zdarzało się, że tzw. OP1, których wtedy używaliśmy, dziurawiły się i w ciągu kilku sekund było się mokrym po pas. Aby się wysuszyć trzeba było się trochę rozebrać i …trochę popracować, bo bezruch w zimnej i wilgotnej sztolni był niezbyt dobrym pomysłem. Niektórzy się nie rozbierali i ubranie schło samo w trakcie pracy. Z czasem nikt się takimi ‚incydentami’ nie przejmował, co najwyżej koledzy się trochę pośmiali. Najważniejsze było oświetlenie, bo jak się utopiły baterie to był już poważny problem. Można powiedzieć, że najlepsze są wodoodporne latarki, które można tanio kupić na allegro… no cóż, wtedy słowo internet było abstrakcją a dobra latarka była przedmiotem pożądania. W tamtych czasach każda informacja była przekazywana ustnie a z pozoru zwykła mapa terenów leśnych lub wojskowa była najcenniejszym skarbem. Dostęp do informacji archiwalnej był bardzo utrudniony a osoby, które miały możliwość pozyskiwania informacji z archiwów zagranicznych były traktowane jak rzymscy półbogowie. Dziś patrzymy na te czasy z lekkim uśmiechem, mogąc polecieć z Polski do Berlina samolotem w promocji za 100 złotych w dwie strony i do woli korzystać z tamtejszych archiwów. Często na różnych forach czy portalach internetowych można przeczytać prześmiewcze wypowiedzi i komentarze na temat działań innych eksploratorów w przeszłości, że można coś było zrobić lepiej albo dlaczego nie szukali w innym miejscu. Kto nie zna realiów czasów lat 90. albo nie umie sobie tego wyobrazić, nigdy tego nie zrozumie.

Świat zmienia się bardzo mocno i eksploracja w takiej postaci jak wyglądała ona 25 lat temu to dziś już w większości przeszłość. Dawniej wystarczyło porozmawiać z właścicielem pola albo zaprzyjaźnionym leśniczym aby w spokoju działać w terenie. Dziś wygląda to inaczej. My jako członkowie DTH, oficjalne zarejestrowanego stowarzyszenia od 10 lat, także zmieniliśmy się. Przybyło nam po dwie dziesiątki w dowodzie a młodzieńcze lata eksploracji zmieniły się w profesjonalne badanie historii Dolnego Śląska. Dziś, dzięki otwartym granicom bez problemu prowadzimy kwerendy archiwalne w USA, Niemczech, Austrii oraz Wielkiej Brytanii a także, oczywiście, w Polsce. Współpracujemy z wieloma instytucjami, które profesjonalnie zajmują się utrwalaniem wiedzy historycznej oraz jej popularyzacją. Jest to dla nas, jako stowarzyszenia, wielkie wyróżnienie aby móc pracować z najlepszymi ekspertami w Polsce oraz za granicą. Jesteśmy dumni, że nasze stowarzyszenie cały czas funkcjonuje i rozwija się, bo warto przypomnieć, że wszystkie prace wykonujemy pro publico bono i jest to nasze hobby. Jesteśmy, według naszej wiedzy, najdłużej działającym, zarejestrowanym w KRS, stowarzyszeniem na Dolnym Śląsku, które zajmuje się odkrywaniem lokalnej historii oraz eksploracją. Status Organizacji Pożytku Publicznego, który posiadamy niezmiennie od 8 lat, to nie tylko przywilej w postaci możliwości pozyskiwania środków z 1% podatku ale przede wszystkim obowiązek, aby dobrze i godnie służyć lokalnej społeczności. W tym miejscu, chcielibyśmy także kolejny raz podziękować za wsparcie finansowe naszym Darczyńcom, dzięki którym możemy lepiej i bardziej efektywnie badać historię oraz ją upowszechniać. To co robimy to nasza pasja, próżno u nas szukać wynagrodzeń dla naszych członków za podjęte działania albo służbowych samochodów. Nasze finanse są transparentne i łatwe do prześledzenia, bo umieszczone na stronach Narodowego Instytutu Wolności. Dolnośląskie Towarzystwo Historyczne to przede wszystkim grupa przyjaciół, która wspólnie realizuje swoją pasję w dziedzinie odkrywania historii. Znamy się od wielu lat a podczas wspólnych działań wiele ze sobą dyskutujemy co nie tylko oznacza przytakiwanie sobie ale często merytoryczny spór, który zawsze prowadzi do rozwiązania problemu. Wspólnie przeżywamy sukcesy ale także porażki czy tragedie, takie jak przedwczesna śmierć naszego kolegi Krzysztofa, 2 lata temu. Ten rok jest dla nas wyjątkowy, nie tylko ze względu na nasze 10. urodziny ale także mając na uwadze projekty, które zamierzamy realizować ale o tym przeczytacie Państwo niebawem na naszej stronie internetowej.

Dziękujemy Wam za wsparcie i zostańcie z nami na kolejne lata!

Udostępnij
Share