1% zbieramy we współpracy z PITax.pl Łatwe podatki
Kwi 302012
 

Długie, zimowe wieczory, były często świetną okazją do prowadzenia rozmów na temat prac, które zamierzamy wykonać jako Towarzystwo w 2012 roku. Był to okres burzliwych narad podczas, których ustalaliśmy priorytety na nadchodzący sezon. Jednym z nich została opatrzona pewna niedokończona sprawa z zeszłego roku, o której właśnie będzie ten wpis.

Każdy z nas, oglądając zza okna zaśnieżony krajobraz, wyczekiwał z niecierpliwością pierwszych oznak wiosny w terenie, która ciepłymi promieniami słońca ogrzeje ziemię i pozbawi jej lodowych okowów.. Dni stawały się cieplejsze, dłuższe, a słońce coraz śmielej wychodziło zza chmur. Znienawidzony śnieg znikał z pól, łąk, ulic…

W końcu nadeszła wiosna z całymi swoimi przywilejami, a wraz z nią otrzymaliśmy przepustkę od natury na realizację wszelkich planów dotyczących działania w terenie. Po kilku rozmowach telefonicznych oraz spotkaniu, ustaliliśmy, że w kwietniu dokończymy sprawę poszukiwania motocykla zakopanego przez Niemców w 1945 roku. Przystąpiliśmy do działania. Andreas skontaktował się z sympatycznymi właścicielami posesji, państwem S., którzy wyrazili zgodę na dalsze poszukiwania.  21 kwietnia o godzinie 10:30 spotykamy się w Wałbrzychu, gdzie przystępujemy  ponownie do rekonesansu. Do ekipy dołącza także Olek, nasz dobry znajomy, który zainteresował się tematem.

W poszukiwaniach pomocnymi okazują się stare zdjęcia, odszukane przez Pana Andrzeja. Korzystając z nich sporządzam szkic, na podstawie którego planujemy wytyczyć miejsce poszukiwań.

Teoretycznie sytuacja zdaje się być klarowna. Z dokładnością do kilku metrów ustalamy miejsce, w którym zakopano motocykl.  Jacek z Krzyśkiem, Olkiem i Tadeuszem za pomocą wykrywaczy, przystępują do wstępnego oczyszczenia terenu  z drobnych metalowych obiektów, zalegających w gruncie.  Jak to w przydomowych działkach bywa, jest tego sporo… Na rozścielonych  płachtach rosną pokaźne góry ziemi oraz żelastwa, odkładanego sukcesywnie na bok. W końcu zalega cisza.  Możemy przystąpić do poszukiwań wykrywaczem ramowym, sprzętem niezwykle czułym oraz przystosowanym do poszukiwań na znacznych głębokościach. Do akcji wkracza Jacek; przez kilka minut dostraja urządzenie, wydające z siebie różnorakie dźwięki- od niskiego buczenia na wysokich piskach kończąc.  W międzyczasie  z Krzyśkiem opróżniamy ubrania z wszelkich metalowych przedmiotów, aby nie zakłócały pracy detektora. Andreas z resztą ekipy odkładają na bok łopaty, saperki…

Ruszamy. Idziemy powoli, słuchając poleceń wydawanych przez operatora. Posuwamy się krok za krokiem, sukcesywnie przeczesując  teren. Co pewien czas zatrzymujemy się a wtedy do pracy wkracza reszta ekipy, usuwając z ziemi metalowe przedmioty zakopane  głęboko.  Pomimo, że opisywana sytuacja trwa długo, nie przynosi efektów… Głębokość wykopu sięga miejscami jednego metra i to na znacznej powierzchni… Zmęczenie daje się we znaki; nie rozpieszcza także aura, która częstuje nas kilkoma krótkimi ale obfitymi opadami deszczu…

Z aplauzem przyjmujemy więc propozycję Andreasa- „Sprzęt na bok, rozpalamy grill”  🙂

Było to potrzebne, ponieważ nic tak nie poprawia humoru jak smaczne jedzenie.  Po chwili „towarzycho” milknie, zajadając się kiełbaskami, przygotowanymi przez naszego „Vice”  oraz Paulinę.  Jest to chwila przysłowiowego „luzu”; pełnego żartów i miłych wspomnień… Hitem „grillowania” była porcja ketchupu nałożona na talerz przez Jacka- chwila nieuwagi, a połowa sosu wraz z zakrętką ląduje w grządkach obok talerza. Mina Jacka- bezcenna; za resztę można- jak w reklamie- zapłacić kartą Mastercard 😉

Powracamy jednak do poszukiwań- powtarzająca się sekwencja czynności, komend… Niestety, wymiernych rezultatów wciąż brak… Czyżby „motocykl widmo”?

Późnym popołudniem pęka „bomba”! Pan Andrzej wykopuje z przepastnej kolekcji jeszcze inne zdjęcia, które uważnie przeglądają z Pauliną. Wynika z nich, że po wojnie zmieniono granicę posesji. Był także jeszcze jeden rząd drzew, obecnie nieistniejący…  Sprawdzenie tej powierzchni nie nastręcza w teorii wielkich problemów, gdyby nie to, że w opisywanym miejscu stoją obecnie wybudowane w latach 80-tych budynki gospodarcze oraz szklarnie.  Jeśli Niemiec, będący w 1945 roku małym chłopcem, kilkadziesiąt lat później pomylił drzewka, to motocykl leży głęboko pod zabudowaniami! To już niestety przeszkoda nie do pokonania… Nikt nie będzie wyburzał budynków i szklarni…

Czując gorycz przegranej,  przywracamy stan posesji do porządku. Zasypujemy wykopy, ubijamy ziemię… Pomimo tego w naszej świadomości kiełkuje przeświadczenie,  że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy, aby wbrew wszelakich trudności wyjaśnić ciekawą sprawę i zamknąć kolejny, malutki rozdział historii…

Zapraszamy Państwa do obejrzenia zdjęć w galerii.
 
Komentarze i pytania są mile widziane.