1% zbieramy we współpracy z PITax.pl Łatwe podatki
Paź 052016
 

przystanek12

W numerze:

  • Czeskie pogranicze, czyli wycieczki tuż za miedzą,
  • Świdnica. Współpraca polsko-czeska,
  • Przejścia graniczne polsko-czeskie/czechosłowackie na Dolnym Śląsku,
  • Kolej Izerska. Pociągiem z Tanvaldu do Jeleniej Góry,
  • Lubań – tropem Jagiellonów. Czeskie ślady na Dolnym Śląsku,
  • Zygmunt Rosicz. Średniowieczne dziejopisarstwo śląskie,
  • Anna – cesarzowa ze Świdnicy,
  • Fabryka Zegarów A.Willmann&Co,
  • Dolnośląska biblioteczka.

Już do pobrania z oficjalnej strony redakcji lub z zakładki „Czasopismo„ .

Sie 262016
 

zltp_logo2

Wielokrotnie powtarzane kłamstwo staje się prawdą. Od ponad roku, media oraz biznesmeni ze spółki XYZ odtwarzają bez końca legendę o „złotym pociągu”. Obie strony czynią to jednak wyłącznie z chęci zysku, wyjaśnimy tę kwestię w poniższym wpisie. Dla obserwatorów tematu „złotego pociągu” staje się coraz bardziej oczywiste, że jest to poszukiwawcza klapa stulecia lub bardziej adekwatnie można określić to jako poszukiwawczą mistyfikacją stulecia. Wspaniały rok promocji Wałbrzycha, jako tajemniczego miasta skrywającego „złoty pociąg”, powoli się kończy, zastąpi go niedługo fala krytycznych komentarzy. Pierwsze oznaki tego zjawiska można było już zaobserwować w ubiegłą niedzielę oglądając reportaż niemieckiej stacji telewizyjnej o wynikach poszukiwań „złotego pociągu”. Mądre przysłowie mówi: kto sieje wiatr ten zbiera burzę. Historia „złotego pociągi” to idealny temat na doktorat z psychologii, pokazuje ona, jak zdrowy rozsądek przegrywa z utopijnymi marzeniami. Media oraz biznesmeni ze spółki XYZ do tego stopnia zmanipulowali przestrzeń publiczną, że niewiele osób zadało sobie trud dociekania prawdy.

Rok temu, tuż po opublikowaniu w mediach informacji o sensacyjnym odkryciu pociągu pancernego w Wałbrzychu, Dolnośląskie Towarzystwo Historyczne wydało oświadczenie, w którym jednoznacznie stwierdziliśmy, że w tym miejscu nie było i nie może być żadnego pociągu (link do pełnej treści). Cały świat oszalał na punkcie złotego pociągu a do Wałbrzycha przyjechały ekipy telewizyjne z każdego zakątka globu. Media prześcigały się w różnych fantastycznych domysłach, co takiego mógł ten pociąg przewozić: złoto, precjoza, prototypy cudownej broni Hitlera, tajne archiwa, itp. Nasza reakcja, w sierpniu 2015 roku, była wyraźnie w sprzeczności wobec ogólnoświatowego szumu medialnego, zdecydowanie płynęliśmy pod prąd. Na różnych branżowych forach dyskusyjnych członkowie Dolnośląskiego Towarzystwa Historycznego byli wyszydzani jako zazdrośnicy, którzy chcą zdeprecjonować „odkrycia” biznesmenów ze spółki XYZ. Przytaczanie tych negatywnych wypowiedzi nie ma dziś sensu ale warto wymienić osoby, które najwybitniej w tym procederze uczestniczyły: Maciej Mazur – współpracownik biznesmenów ze spółki XYZ oraz prezes Stowarzyszenia Dolnośląska Grupa Badawcza – Tomasz Jurek. Byłoby nam miło, przyjąć teraz przeprosiny, ale nie do tego celu służy ten artykuł. W tamtym czasie media okrzyknęły Piotra Kopra oraz Andreasa Richtera mianem „odkrywców złotego pociągu”. Jednocześnie, „odkrywcy” – biznesmeni zostali wyrzuceni ze Stowarzyszenia Dolnośląska Grupa Badawcza (link) przez prezesa Tomasza Jurka. Jako główny powód wyrzucenia ze stowarzyszenia podano przywłaszczenie dorobku badawczego grupy, w tym odkryć dokonanych przez ówczesnego członka SDGB – Tadeusza Słowikowskiego. Biznesmeni ze spółki XYZ zawłaszczyli sobie zatem legendę o ukrytym pociągu a następnie anonimowo zgłosili swoje „odkrycie” do organów państwowych, ukrywając się pod osłoną kancelarii prawnej. Mówiąc wprost: postąpili oni niegodnie wobec swoich kolegów. Nie jest przypadkowe to, że zgłoszenie nastąpiło tuż po zmianie przepisów mówiących o gwarantowanej wypłacie nagrody za znalezione przedmioty o dużej wartości materialnej. Ocenę ich zachowania pozostawiamy czytelnikom.

W reakcji na nasze oświadczenie na temat braku pociągu, nikt nie podjął z nami merytorycznej dyskusji!!! Wręcz odwrotnie, sugerowano, że jesteśmy obcą agenturą uniemożliwiającą dokonanie wielkiego odkrycia na skalę ogólnoświatową. Nasze wątpliwości co do wiarygodności urządzenia KS 700 (zwanego w mediach georadarem), które wyraziliśmy na naszej stronie internetowej (link), spotkały się ze zdecydowaną reakcją Macieja Mazura, współpracownika biznesmenów ze spółki XYZ, groził on, że producent tego urządzenia pozwie do sądu wszystkich, którzy będą kwestionować wiarygodność KS 700 (do dziś nie otrzymaliśmy pozwu i chyba już nie otrzymamy).

Biznesmeni ze spółki XYZ wielokrotnie deklarowali, że posiadają niezbite dowody na istnienie pociągu pancernego w okolicy 65km trasy Wrocław-Wałbrzych. Do tej pory nie ujawnili jednak tożsamości umierającego Niemca, który wyjawił szczegóły ukrycia pociągu. Otwartym, pozostaje pytanie, dlaczego? Jako jedyny dowód istnienia pociągu ujawniono, jak to bezmyślnie nazwały media, „zdjęcie z georadaru”. Tą spreparowaną grafiką zafascynował się, były już, Generalny Konserwator Zabytków Piotr Żuchowski, który oświadczył mediom z całego świata na konferencji prasowej: „W ukrytym pociągu – co do którego istnienia jestem przekonany” … oraz „widziałem też dobrej jakości zdjęcie georadarowe pokazujące jak ten pociąg wygląda w zdjęciu georadarowym”. Wypowiedź ta doszczętnie nas poraziła! Nie trzeba być ekspertem w każdej dziedzinie ale wystarczyło zapytać kogoś, kto profesjonalnie zajmuje się takimi badaniami. Wypowiedź Generalnego Konserwatora Zabytków zapoczątkowała powszechną falę euforii, która uderzyła w Dolnośląskie Towarzystwo Historyczne, ponieważ konsekwentnie twierdziliśmy, że pociąg nie istnieje. Atakowano nas z różnych stron ale nikt nie podjął z nami żadnej merytorycznej dyskusji. Obserwując wywiady jakie przeprowadzano z biznesmenami ze spółki XYZ, widać było, że mediom nie zależy na wyjaśnieniu czegokolwiek. Liczył się, i liczy nadal, jedynie zarobek z reklam oraz ciągłe nakręcanie spirali tajemnicy. Z drugiej strony, biznesmenom ze spółki XYZ także nie zależało na merytorycznej dyskusji. Liczył się (niemały!) zysk z honorariów za wywiady do mediów. Nasze nieformalne informacje, potwierdza oficjalnie Joanna Lamparska (artykuł z gazety wyborczej z dnia 10 sierpnia 2016): „Podczas zbierania materiałów do książki o „złotym pociągu” usłyszałam od ich prawnika stawki, które były poza zasięgiem finansowym moim i wydawcy.” Media liczyły wpływy z reklam a biznesmeni ze spółki XYZ honoraria za udzielane wywiady. Reasumując, aż do dnia, kiedy naukowcy z AGH, na czele z prof. Januszem Madejem, podsumowując swoje badania stwierdzili brak pociągu, współpraca na linii media – spółka XYZ układała się znakomicie. Obie strony pozyskiwały środki finansowe bazując na informacji o złotym pociągu, który nie istniał. Po słynnej konferencji AGH vs. Spółka XYZ sytuacja diametralnie się zmieniła. Dotychczasowi sponsorzy wycofali się a biznesmeni ze spółki XYZ, nie chcą tracić twarzy, postanowili, że udowodnią swoją rację. Rozpoczęto od …sprzedaży gadżetów reklamowych na poczet przyszłych prac wydobywczych (link). Nie udało się przekonać aparatu państwowego do sfinansowania prac wydobywczych, ruszyła więc akcja pozyskiwania funduszy od osób prywatnych. Zrobiono to, mimo wcześniejszych deklaracji o samodzielnym pokryciu wszystkich kosztów wydobycia pociągu. Osoby, które zakupiły „złote” zapalniczki lub inne niezbędniki z logo spółki XYZ z pewnością nie będą się z tym dziś obnosić. Po kilku miesiącach przygotowań w mediach pojawiają się zdjęcia biznesmenów ze spółki XYZ, pozujących na tle samochodów terenowych z logo XYZ. Osoby, które zakupiły gadżety reklamowe mogły się poczuć nieswojo… Czas jednak rozpocząć odkopywanie złotego pociągu! Tym razem media są trochę zawiedzione, spółka XYZ postanawia sprzedawać materiały ze swoich prac na 65km! Za wywiady już nikt nie płaci, czas zarobić na filmowaniu prac. Niektóre media szybko się wycofują, są jednak takie, które dalej podgrzewają atmosferę. Prym wiedzie Gazeta Wyborcza, w kolejnych artykułach można przeczytać o napotykanych trudnościach (światłowody, iły, opady deszczu itp.)…ale nie ma się co martwić, pociąg jest już tuż tuż! Tajemnicą poliszynela jest fakt, że wycofanie się z planowanych odwiertów za pomocą wiertnicy, co ostatecznie pokazałoby brak pociągu, nie było spowodowane złymi warunkami pogodowymi (link). Wszyscy znamy przypowiastkę jak gonić króliczka, aby go nie złapać. Jak długo ta zabawa będzie jeszcze trwać ? Przypuszczamy, że wkrótce nastąpi „zwrot akcji” i pojawi się nowa fala artykułów, tym razem krytykujących biznesmenów ze spółki XYZ. Media, oczywiście bez żadnej samokrytyki, będą przedstawiać dogłębne analizy oraz wyjaśniać zagadkę „odkrycia” nieistniejącego pociągu.

Poniżej lista podstawowych argumentów, które potwierdzają, że na 65km trasy kolejowej Wrocław-Wałbrzych nie było i nie ma żadnego pociągu, ani złotego, ani pancernego, ani nawet drewnianego!

  1. Absolutny brak jakichkolwiek dokumentów potwierdzających istnienie pociągu, czy też miejsca ukrycia. Koronny dowód – grafika uzyskana za pomocą urządzenia KS 700 zostanie skomentowana w punkcie 8.

  1. Do dnia dzisiejszego nie upubliczniono zapisów tajemniczego przekazu „umierającego Niemca”. Na podstawie danych osobowych można łatwo sprawdzić czym ta osoba się zajmowała w czasie wojny i czy mogła mieć dostęp do tak ważnych informacji jak ukrycie ogromnego składu kolejowego.

  1. Zatoka, którą biznesmeni ze spółki XYZ nazywają „wlotem do tunelu” lub „ogryzkiem” jest doskonale widoczna na mapach z początku XX wieku.

  2. Na kilku zdjęciach lotniczych rejonu 65km z okresu wojny nie ma śladu po żadnych pracach budowlanych.

  3. Gigantyczną pracę związaną z ukryciem pociągu musiał ktoś wykonać. Biznesmeni ze spółki XYZ podawali sprzeczne informacje, raz, że pociąg stoi w tunelu a później, że został zasypany. Niemniej jednak, nie ma żadnej relacji więźnia, która mówi o pracach przy 65km. Oczywistym jest, że każda metoda ukrywania pociągu, to duży nakład pracy. Prace budowlane podczas projektów w III Rzeszy wykonywały głównie firmy budowlane. Więźniowie byli wykorzystywani do najbardziej prostych lub niebezpiecznych prac. Gdyby prowadzono jakiekolwiek prace na terenie 65km to w archiwach zachowałyby się faktury, rachunki, listy płac, listy przydziałów żywnościowych itp. W najnowszym numerze miesięcznika Odkrywca ukazał się artykuł Pana Romana Owidzkiego na temat budowy sztolni w Walimiu, gdzie Autor dosłownie wyśledził plany budowy tego przedsięwzięcia, właśnie na podstawie tego typu informacji archiwalnej. Przypomnijmy, że Niemcy w tamtym czasie były mocno zbiurokratyzowanym państwem.

  4. Tory kolejowe bocznicy, równoległe do tych z trasy Wrocław – Wałbrzych, położone zostały po wojnie, jako dojazd do zbudowanej w czasach PRL fabryki porcelany. Jeśli obok istniałby tunel, to z pewnością jego ślady zostałyby zauważone.

  5. Naukowcy z AGH nie byli na terenie 65km po raz pierwszy w roku 2015. Rejon ten został gruntownie przebadany ponad 40 lat wcześniej, generalnie tymi samymi metodami, jedyna różnica polega na tym, że Pan profesor Janusz Madej wtedy legitymował się tytułem magistra.

  6. Koronnym dowodem na istnienie pociągu jest słynne już tzw. „zdjęcie georadarowe” wykonane urządzeniem KS 700. Ostrzegaliśmy wielokrotnie, że posługiwanie się w badaniach gruntu tym urządzeniem może skończyć się tragicznie. Gdzie jest zatem pociąg, który widział cały świat? Gdzie te platformy z działami i czołgami? Wyjaśnia to dokładnie wpis na naszej stronie z dnia 17 września 2015. Za tą właśnie publikację, na temat charakterystyki i sposobu działania urządzenia KS 700, spotkała nas fala krytyki.

Są jeszcze inne fakty, które jednoznacznie wskazują na brak ukrytego pociągu w rejonie 65km ale nie chcąc, żeby nasz wpis został odebrany jako atak ad personam, pozostawimy je w naszym wewnętrznym archiwum DTH. Historia „złotego pociągu” to przede wszystkim historia ludzi związanych z tą legendą. Biznesmeni ze spółki XYZ pokazali swoje najgorsze cechy, chciwość, pęd do sławy oraz przede wszystkim nielojalność wobec kolegów. Media, żądne zysku z reklam, cały czas pompowały balon „złotego pociągu” podając co chwilę kolejne sensacyjne informacje. Nie zadawano nawet najprostszych pytań, które pomogłyby realnie ocenić sytuację. Taktyka zastosowana przez biznesmenów ze spółki XYZ szybko znalazła naśladowców. Krzysztof Szpakowski za pomocą urządzenia KS 700 „odkrył” podziemne miasto w Górach Sowich o powierzchni kilkuset hektarów (link). Opowieść o odkryciu „wielopoziomowego kompleksu podziemnych korytarzy” udokumentował nawet znany dziennikarz Tomasz Sekielski z TVP w swoich programie „Po prostu” (link). Wykonane później odwierty pokazały, że we wskazanych miejscach nic nie ma, ale szybko wytłumaczono to, w sposób absurdalny, „złą kalibracją wiertnicy” (link). Ponad miesiąc temu, korzystając z pomocy mediów, wypromowano „niezbadane sztolnie” w Jugowicach Górnych. Jak zakończyła się ta historia, można poczytać na naszej stronie (link).

W oświadczeniu, wydanym rok temu, kiedy wybuchła gorączka „złotego pociągu”, ostrzegaliśmy, że konsekwencją medialnej wrzawy o nieistniejącym pociągu, będzie znaczące obniżenie poziomu wiarygodności środowiska eksploratorów. Przez ostatni rok na Dolnym Śląsku zgłoszono co najmniej kilkadziesiąt różnych miejsc, gdzie ukrywano mityczne już „ciężarówki ze skarbami”. Przykładem mogą być hurtowe zgłoszenia dokonywane publicznie przez Christel Focken, Krzysztofa Szpakowskiego, Macieja Mazura oraz oczywiście biznesmenów ze spółki XYZ. Sytuacja staje się wręcz groteskowa, bo wystarczy napisać oświadczenie, że „umierający Niemiec” zdradził nam tajemnicę ukrywania skarbów oraz podać numer działki geodezyjnej. W przypadku natrafienia w tym miejscu, przez kogokolwiek, na wartościowe dobra, dziś lub za 10 lat, przysługuje nam gratyfikacja pieniężna. Wszystkie te działania obniżają wiarygodność środowiska eksploratorów i nie dziwi nas wcale, że lokalne władze nie chcą współpracować z eksploratorami (mamy już takie sygnały od innych stowarzyszeń). Sami też odczuliśmy to na własnej skórze, nie mogąc prowadzić badań na terenie pocysterskiego klasztoru w Lubiążu. Posiadamy bardzo cenne, unikalne, materiały archiwalne ale nie możemy ich skonfrontować z rzeczywistością, gdyż zarząd Fundacji nie życzy sobie „złotego pociągu” w Lubiążu.

Lip 302016
 

opp

Jak co roku, w okresie letnim, następuje przekazanie środków finansowych Organizacjom Pożytku Publicznego przez Urzędy Skarbowe w ramach akcji 1%.

Gorąco dziękujemy za wsparcie finansowe

oraz obdarzenie nas ogromnym zaufaniem społecznym!!!

Pomagając DTH, powodujecie, że nasza wspólna praca na rzecz propagowania historii Dolnego Śląska staje się doceniona.

W tym roku wsparli nas Wspaniali Darczyńcy z następujących miast oraz ich okolic:

Będzin, Białystok, Bydgoszcz, Dzierżoniów, Gdańsk, Głogów, Jelenia Góra, Trzebnica, Wołów oraz Wrocław.

Wszystkie uzyskane fundusze zostaną przeznaczone na działalność statutową. Przypominamy, że wszyscy Członkowie DTH działają w stowarzyszeniu zgodnie z zasadą pro publico bono, nie pobierając żadnego wynagrodzenia. Szczegółowe sprawozdania finansowe oraz merytoryczne DTH są dostępne na stronie www Departamentu Pożytku Publicznego.

 

 

Lip 262016
 

wywazanie_otwartych_drzwi

Niedawno w prasie oraz internecie ukazały się artykuły [1,2] na temat dewastacji wejścia do sztolni numer 6 w Jugowicach Górnych. Sztolnia numer 6 należy do tzw. kompleksu Jawornik (zwyczajowa nazwa używana w Polsce) i bez wątpienia jest częścią projektu budowlanego Riese (z niem. Olbrzym). Eksploracja sztolni numer 6 była przewidziana jako część „atrakcji”, odbywającego się w dniach 1-3 lipca, V Międzynarodowego Zjazdu Eksploratorów „Tajemnice Riese” organizowanego przez wydzierżawiającego kompleks „Włodarz” – Krzysztofa Szpakowskiego. Odkopanie wejścia do sztolni numer 6 było także jedną z „atrakcji” I Powiatowego Sejmiku Regionalistów, którego przedstawiciel, Wicestarosta Wałbrzyski – Krzysztof Kwiatkowski, był także obecny na zjeździe. Szczegóły finansowania V Międzynarodowego Zjazdu Eksploratorów przez Starostwo Powiatowe w Wałbrzychu nie zostały do tej pory podane do publicznej wiadomości. Jednakże, zgodnie z oświadczeniem Krzysztofa Szpakowskiego (opublikowanym na jego prywatnym profilu w domenie facebook), Starostwo Powiatowe w Wałbrzychu sfinansowało koszt koparko-ładowarki, użytej na miejscu. Pozwolenie wydane przez Konserwatora Zabytków obejmowało odkopanie wejścia oraz przejście przez pancerne drzwi wgłąb sztolni w celu dalszej penetracji. Pełna treść pozwolenia nie została opublikowana, nie wiadomo zatem, czy wymagana była obecność sapera podczas odkopywania sztolni. Warto przypomnieć, że taki warunek znajduje się w pozwoleniu wydanym w celu odkopania „złotego pociągu” w Wałbrzychu. W ogłoszeniu na stronie Starostwa, dotyczącym I Powiatowego Sejmiku Regionalistów, znajduje się informacja, że „planowane jest odkopanie wejścia do nowej sztolni” [3]. Można zatem przypuszczać, że skoro odkopywana będzie „nowa” (niedostępna) sztolnia zbudowana w czasie II wojny światowej, to obecność sapera jest niezbędna. Przebieg „akcji” odkopywania sztolni numer 6 można obejrzeć na filmie umieszczonym w internecie oraz na zdjęciach w materiałach prasowych. Teren wykopu nie jest dostatecznie zabezpieczony w celu uniemożliwienia dostępu osobom postronnym. Tuż obok koparki, oparci o drzewo, stoją obok siebie Mirosław Krzysztof Szpakowski oraz Wicestarosta Krzysztof Kwiatkowski (oczywiście bez kasków ochronnych). Nie ma żadnego specjalisty – sapera, który mógłby ocenić ewentualne zagrożenie w postaci zaminowania wejścia do sztolni. Zamiast systematycznego odkopania i przejścia przez pancerne drzwi, widzimy ich szybką dewastację. Po usunięciu pancernych drzwi okazuje się, że dalej jest zawał i na tym „akcja” się kończy.

Osoby postronne, niezorientowane w historii eksploracji obiektów podziemnych projektu Riese, które przyjechały do Jugowic po raz pierwszy, mogły poczuć pewien zawód, że „tajemnica Riese nie została wydarta” i nie udało się wejść do środka. Z drugiej strony, w końcu na tym polega eksploracja nieznanych podziemi, trzeba się też liczyć z porażką… Warto było przyjechać, bo można było uczestniczyć w czymś unikalnym i niepowtarzalnym. Można było poczuć się jak odkrywca! Materiały przedstawione w mediach podgrzewały atmosferę i jednoznacznie wskazywały na wszechobecną tajemnicę i ogromne znaczenie znaleziska. „Odkryli nowe wejście do kompleksu Riese. „Będziemy sprawdzać, co jest za drzwiami” ” ogłasza 28 czerwca portal tvn24.pl [4]. Starostwo powiatowe oraz media nie próżnowały, prześcigając się w chwytliwych tytułach.

Prawda niestety jest gorzka i dla niektórych trudna do przełknięcia. W środowisku eksploratorów, sztolnia numer 6 jest dobrze znana. Wejścia do kompleksu Jawornik były dostępne po wojnie. Ich pierwsza oficjalna inwentaryzacja została wykonana przez Ludowe Wojsko Polskie. W latach 70tych sztolnie te zostały szczegółowo przebadane podczas regularnych ekspedycji badawczych kierowanych przez Piotra Kruszyńskiego. Plany kompleksu Jawornik zostały opublikowane w książce Piotra Kruszyńskiego „Podziemia w Górach Sowich i Zamku Książ” wydanej przez Muzeum Gross-Rosen [5]. Eksploracja kompleksu Jawornik jest dokładnie opisana w książce M. Aniszewskiego i P. Zagórskiego „Podziemny Świat Gór Sowich” [6]. Nie od dziś wiadomo, że za pancernymi drzwiami jest kilkumetrowy zawał, uniemożliwiający swobodną penetrację sztolni. Sposobem na jego obejście, ponad 20 lat temu, była budowa szybiku na łące, po którym nie ma już prawie śladu. Czyżby organizatorzy V Międzynarodowego Zjazdu Eksploratorów wykazali się tak ogromną niewiedzą i ignorancją? Nie, ich działanie było od samego początku nastawione na tanią sensację, zadziwia tylko fakt, że dali się na to nabrać poważni urzędnicy.

Wydarzenia ostatnich dni to punkt kulminacyjny zjawiska, które ogarnęło Góry Sowie. Nieważne stają się fakty oraz zdrowy rozsądek, liczy się krótka jak oddech medialna sława i wydzielanie się hormonu szczęścia pod wpływem błysków fleszy aparatów fotograficznych oraz obecności kamer telewizyjnych. Co najważniejsze, nieważna staje się także historia ludzi, którzy stracili życie podczas budowy tych sztolni. Może zamiast ogłupiających artykułów w prasie o złocie i skarbach w „nieodkrytych sztolniach Riese”, ktoś pokusiłby się o przypomnienie losów Powstańców Warszawskich, którzy zginęli podczas ich budowy ?

Fot. 1-3 Budowa szybu na łące w Jugowicach Górnych, początek lat 90. XX wieku

  1. http://dziennik.walbrzych.pl/nieudana-proba-esploracji-sztolni-nr-6-eksploracja-czy-bezmyslna-dewastacja/
  2. http://walbrzych.naszemiasto.pl/artykul/wejscie-do-sztolni-riese-w-jugowicach-gornych-zdjecia-i-film,3788233,artgal,t,id,tm.html
  3. http://www.powiat.walbrzych.pl/stolica-kultury/414-i-powiatowy-sejmik-regionalist%C3%B3w-tajemnicza-ziemia-wa%C5%82brzyska.html
  4. http://www.tvn24.pl/wroclaw,44/riese-znalezli-tajemnicze-drzwi-beda-sprawdzac-co-sie-za-nimi-kryje,656769.html
  5. Piotr Kruszyński, Podziemia w Górach Sowich i Zamku Książ, Wałbrzych 1989, wyd. Muzeum Gross-Rosen
  6. Mariusz Aniszewski, Piotr Zagórski: ”Podziemny świat Gór Sowich”. Wydawnictwo Technol, Kraków 2006, wydanie II, rozszerzone
Cze 302016
 

przystanek11

W numerze:

Dyliżansem przez Śląsk 1816,

Podróżować jak Izabela Czartoryska,

Zapiski w podróży do Cieplic 2016,

Świdnica i jej dwie perły,

Dzieje późnobarkowego pałacu w Cierniach,

Krótki spacer po Cieplicach,

Kościół ewangelicki w Miłkowie,

Bukowiec, Historia majątku w Piotrowicach,

Szkółka drzewna Constantina Berndta w Cierniach

oraz stałe rubryki: Będzie się działo, Korespondencja z regionu i Dolnośląska biblioteczka

Już do pobrania z oficjalnej strony redakcji lub z zakładki „Czasopismo„ .

Maj 272016
 

przystanek10

W numerze: powiedzieli nam: Mazurski, Lamparska, Drews, Przerwa, Bronowicka, Karamon, Eysymontt, Miżejewska, Sanik, Kazek, Błaszak, Kucznir, Sitek, Buśko, Bradke;

Wrocław 10 lat temu,

Chleb Karkonoski,

Kuchnia w uzdrowiskach,

Kolej w krajobrazie Bramy Lubawskiej,

Pałac w Samotworze,

Kościół w Goszczu, Stacja Lubawka,

Kolej w Świebodzicach,

Konferencje szybowcowe w Jeżowie Sudeckim,

Myśliwskie kolędowanie w Legnicy,

Premiera na rocznicę,

Werwolf,

Plagiat,

Wrocław w 1945 roku i dzisiaj,

Sudeckie schroniska turystyczne,

Sekrety Legnicy,

Narracje (i) infrastruktury,

Portale trzynastowiecznej architektury,

Ziemia Kłodzka,

Góry Stołowe.

Już do pobrania z oficjalnej strony redakcji lub z zakładki „Czasopismo„ .

Mar 212016
 

Data, 3 lutego 1943 roku, na trwałe utkwiła w pamięci niemieckich naukowców zajmujących się techniką radarową w czasie wojny. Wtedy to właśnie, na pokładzie, zestrzelonego niedaleko Rotterdamu, czterosilnikowego ciężkiego bombowca produkcji brytyjskiej typu Stirling, znaleziono najnowszej generacji radar produkcji brytyjskiej, tzw. H2S. Wstępne oględziny tego urządzenia wskazywały jednoznacznie, że Anglicy mocno wyprzedzają III Rzeszę w dziedzinie techniki radarowej. Urządzenie H2S było montowane na samolotach i pozwalało na zdalną identyfikację celów naziemnych, niezależnie od warunków pogodowych. Były to więc, mówiąc kolokwialnie, oczy pilota, który nawet w nocy, mógł dokładnie namierzać cele przeznaczone do bombardowania. Urządzenie H2S początkowo pracowało na częstotliwości 3GHz (fale o długości 9 cm), a pod koniec wojny nawet na 10GHz (fale o długości 3 cm), co pozwalało na bardzo dobrą identyfikację celów naziemnych a przede wszystkim skuteczną nawigację podczas lotu.

Odpowiedzią strony niemieckiej na odkrycie radaru H2S (nazwanego kryptonimem – Rotterdam Gerät) było powołanie grupy specjalistów, których celem było jak najszybsze zniwelowanie ogromnej przewagi Aliantów w dziedzinie techniki radarowej. Niedługo po odnalezieniu urządzenia H2S, dnia 22 lutego 1943, na posiedzeniu grupy roboczej „Rottterdam” spotkali się przedstawiciele najważniejszych organów dowództwa wojsk lądowych, morskich oraz powietrznych III Rzeszy (OKH – Oberkommando des Heeres, OKM – Oberkommando der Marine, RLM – Reichsluftfahrtministerium) oraz przedstawiciele największych firm zajmujących się techniką radiową, takich jak: Siemens, Lorenz, Blaupunkt oraz Telefunken. Pierwszym krokiem była oczywiście próba skopiowania „urządzenia Rotterdam” oraz szybkie znalezienie antidotum na używanie przez Aliantów tak nowoczesnego radaru.

Rozpoczął się wyścig naukowców, którego areną stał się, częściowo, klasztor w Lubiążu, gdzie już rok później, spożywając pieczeń wieprzową, naukowcy dyskutowali o…

KlosterLeubusWissMAmenuFebr1944

Sty 202016
 

O tajemnicach Góry Maślanej (Butterberg) w Bielawie opowiada Karol Białas, który jako dziesięciolatek przyjechał do Bielawy w 1945 r. Karol Białas opowiada o podnóżu Góry Maślanej od strony Czerwonego Potoku. Opowiada o czterech zapadliskach w których znajdowały się tunele w głąb góry. Karol Białas opowiada o torach kolejki towarowej i wagoniku do wywożenia urobku z wnętrza góry. Dolnośląskie Towarzystwo Historyczne z Bielawską Placówką Muzealną – działem regionalno-badawczym Miejskiej Biblioteki Publicznej przeprowadzi badania i zinwentaryzuje pozostałości obiektów na Górze Maślanej.

Źródło: http://bibliothecabielaviana.info/index.php/2016/01/19/tajemnice-gory-maslanej-w-bielawie/

Sty 132016
 

Apel do czytelników!

Każdego roku z powodu zatrucia tlenkiem węgla, potocznie zwanego czadem, umiera w kraju blisko 100 osób. Bardzo często jest to wynik niewłaściwej eksploatacji budynku (mieszkania) i znajdujących się w nich urządzeń i instalacji grzewczych. Niebezpieczeństwo tzw. zaczadzenia wynika z tego, że tlenek węgla jest gazem niewyczuwalnym, bezwonnym i niewidocznym dla ludzkiego oka. Blokując dostęp tlenu do organizmu, powoduje śmierć przez uduszenie.
Ze względu na sposób działania na organizm ludzki, tlenek węgla zwany jest również podstępnym, cichym zabójcą. Głównym źródłem zatruć w budynkach mieszkalnych jest niesprawność przewodów wentylacyjnych, spalinowych i dymowych, których wadliwe działanie wynikać może z:
➢ ich nieszczelności,
➢ wad konstrukcyjnych,
➢ braku konserwacji i czyszczenia,
➢ niedostosowania istniejącego systemu wentylacji do standardów szczelności wymienianych drzwi i okien.
Wymogi czyszczenia przewodów wentylacyjnych kominowych nie mogą kojarzyć się tylko jako kolejny obowiązek o charakterze administracyjnym. Wielokrotne zaczadzenia i zatrucia zdarzające się w życiu codziennym powinny nam uzmysłowić, że przepisy wynikające z aktów normatywnych dotyczących czyszczenia przewodów kominowych i wentylacyjnych powinny być traktowane z należytą powagą. Zmniejszenie zagrożenia zatruciem tlenkiem węgla zapewnić może zakup i montaż czujnika tlenku węgla. Najczęstsze typowe objawy zatrucia tlenkiem węgla to:
· ból głowy,
· mdłości, wymioty, osłabienie mięśni, apatia,
· zapaść, utrata przytomności i zgon.
Przy wysokich stężeniach tlenku węgla już po kilku wdechach może nastąpić zgon, bez objawów ostrzegawczych, wskutek porażenia układu oddechowego oraz ostrej niewydolności układu krążenia. Powikłaniem zatruć tlenkiem węgla są zmiany zwyrodnieniowe w ośrodkowym układzie nerwowym, nerwobóle i niewydolność płuc, natomiast w zatruciach przewlekłych: bóle i zawroty głowy, znużenie, zmiany w ośrodkowym układzie nerwowym objawiające się: pogorszeniem pamięci i zdolności koncentracji, bezsennością. W celu uniknięcia sytuacji stwarzającej zagrożenie zatruciem tlenkiem węgla w budynku, należy przestrzegać niżej podanych zasad:
· nie należy ogrzewać pomieszczeń za pomocą kuchni gazowych, gdyż
może to spowodować poważne zatrucia,
· w pomieszczeniach, w których występuje spalanie paliwa, należy
zapewnić skuteczną wentylację poprzez napływ powietrza z zewnątrz,
· nie należy zatykać kratek wentylacyjnych w drzwiach do łazienki oraz od
przewodów wentylacyjnych.

Do zatruć tlenkiem węgla często dochodzi podczas kąpieli, gdy w łazience zlokalizowany jest kocioł grzewczy. W przypadku podejrzeń zatrucia tlenkiem węgla należy niezwłocznie skontaktować się z pogotowiem ratunkowym lub strażą pożarną dzwoniąc na numery alarmowe: 999, 998, lub 112.

Komendant Powiatowy
Państwowej Straży Pożarnej w Dzierżoniowie
brygadier Marek Hajduk

ulotka czad